Jak rozwijać się kulturalnie?

Określenie „kultura” ma obecnie całe mnóstwo różnych znaczeń – jest ono równie szerokie, co słowo „sztuka”. Bardzo fajnie opisał to autor bloga Urbanistyka kolorami malowana, pisząc:

kultura nie jest zbiorem zasad postępowania. Jest tym co uważamy za słuszne wobec innych.

W pewnym sensie możemy powiedzieć, że kultury w swoim życiu potrzebuje właściwie każdy z nas. Poszczególne jej formy nie tylko dostarczają nam doskonałej rozrywki, ale również poszerzają nasze horyzonty i pozwalają spojrzeć na niektóre kwestie w naszym życiu z zupełnie odmiennej perspektywy. Z tego też powodu nieco smuci fakt, że tak wielu ludzi nie przykłada do tego zbyt wielkiej uwagi, właściwie w ogóle nie rozwijając się w związanych z tym kierunkach. Jest to jednak bardzo poważny błąd, który jak najszybciej warto naprawić. Obecnie w tej dziedzinie dostępne są tak szerokie możliwości, że dosłownie każdy z nas znajdzie sposób na „kulturalne” spędzanie wolnego czasu, który przypadnie do gustu akurat jemu – szczególnie w większych miastach spotkamy się z ogromnym wyborem. Poniżej przedstawiam kilka moich propozycji. Zachęcam do bliższego zapoznania się z nimi, bowiem jestem pewny, że dzięki nim każdy czytelnik będzie w stanie nieco wzbogacić swoje życie.

Od czasu do czasu wyjdź do kina. Banalne i oczywiste? Być może, ale wielu ludzi nie robi nawet czegoś takiego. Niech każdy, kto czyta ten artykuł odpowiednie sobie na pytanie, kiedy ostatni raz był w takim miejscu. Oczywiście, pojawi się wiele wymówek – „nie miałem czasu”, „bilety są za drogie”, „nic ciekawego nie grają”. Błędem jest ocenianie repertuaru kina wyłącznie na podstawie liczby nowych hitów, jakie są w nim grane. W miejscach tego typu często puszczane są chociażby stare filmy czy mniej znane, bardziej niszowe produkcje. W większych i średnich miastach od czasu do czasu spotkamy się także z całymi festiwalami czy maratonami filmowymi, które dla każdego miłośnika dobrego kina mogą być prawdziwą gratką.

Teatr. Jak często większość z nas chodzi do teatru? Czy w ogóle zawracamy sobie tym głowę w życiu codziennym? Prawdopodobnie wielu ludziom kojarzy się to wyłącznie z niezbyt ciekawymi wycieczkami szkolnymi, co jest kolejnym błędem. Teatr może być doskonałym miejscem do spędzania wolnego czasu dla absolutnie każdego z nas, niezależnie od naszych zainteresowań. Repertuary w takich miejscach są zazwyczaj tak szerokie, że właściwie każdy powinien być w stanie wybrać wśród nich coś ciekawego dla siebie.

Wybór innych wydarzeń kulturalnych w dużych miastach zawsze jest naprawdę szeroki. Od czasu do czasu na pewno natrafimy na jakąś ciekawą wystawę czy spotkanie ze znanym człowiekiem, którego warto wysłuchać. Nie mówię oczywiście, że trzeba żyć takimi rzeczami i chodzić na nie codziennie. Niemniej jednak sam swego czasu przekonałem się o tym, że wyjście przynajmniej raz na jakiś czas nie jest żadnym wysiłkiem czy wydatkiem, a jednocześnie życie staje się dzięki temu po prostu o wiele lepsze. Człowiek od razu zaczyna dostrzegać więcej rzeczy w swojej codzienności i znacznie inaczej je rozumieć. Pomaga to również w kontaktach z innymi ludźmi, bowiem zawsze mamy dzięki temu więcej tematów do interesującej rozmowy.

Jak skutecznie rzucić palenie?

Paliłem przez ponad 10 lat, w niektórych okresach nawet po dwie paczki dziennie. Znajomi często pytali mnie, co tak w ogóle daje mi papieros… Podobnie jak większość palaczy, nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Zaczęło się oczywiście w liceum – wtedy to było coś! Ta duma, że jest się już prawie dorosłym, ten smak zakazanego owocu. Na studiach „rozpaliłem się” już na dobre, i tak zostało mi też w dorosłym życiu. W pewnym momencie nawet przestałem to zauważać i nie zastanawiałem się już, jak takie coś w ogóle wpływa na moje zdrowie. A wpływa tragicznie, i nie trzeba być wcale wykwalifikowanym lekarzem aby zdawać sobie z tego sprawę. Papierosy każdego roku zabijają na świecie tysiące ludzi; powszechnie wydaje się, że główną przyczyną takich zgonów jest wywoływany przez nie rak, co jest nie jest prawdą. Palenie papierosów zwiększa ryzyko występowania nowotworów, ale w większości przypadków palaczy zabijają chociażby choroby serca i układu krwionośnego. Substancje zawarte w papierosach katastrofalnie wpływają na ten obszar naszego organizmu, co w wielu przypadkach kończy się właśnie śmiercią. Nie mówię nawet o innych dolegliwościach i niedogodnościach wynikających z nadmiernego palenia – osłabienie węchu i zmysłu smaku, częste bóle głowy, płytki oddech, nieprzyjemny zapach, gorsza kondycja fizyczna… Można tak wymieniać naprawdę długo. Właśnie z tego powodu podjąłem decyzję o pozbyciu się nałogu, który towarzyszył mi praktycznie przez całe dorosłe życie. I wiecie co? Od dwóch lat nie dotknąłem papierosa.

Moje rzucanie palenia zaczynałem tak, jak większość innych ludzi – od przeszukiwania internetu w poszukiwaniu jakichkolwiek przydatnych porad. Trochę się jednak zawiodłem, bowiem oprócz motywacyjnych, optymistycznych tekstów nie udało mi się zbyt wiele znaleźć. Potem próbowałem rzeczy takich jak e-papierosy czy różnego rodzaju tabletki dla rzucających palenie. Efekt co prawda był, ale tylko chwilowy – po pewnym czasie zawsze wracałem do starego nałogu. Jak zatem poradziłem sobie z tym ostatecznie? Pewnie zabrzmi to bardzo banalnie i nie wiem, czy pomoże komukolwiek – ale jedynym narzędziem w tej walce jest po prostu silna wola. Jako wieloletni palacz wiem, że problem ten nie siedzi tylko w naszej głowie, jak twierdzą ludzie którzy nigdy nie palili. Człowiek uzależnia się od nikotyny fizycznie, przez co nagłe odstawienie papierosów powoduje wiele bardzo nieprzyjemnych efektów. Udało mi się dzięki temu, że zacząłem w czasie urlopu i przez kilka pierwszych dni nie musiałem robić zupełnie nic – a bez papierosów trudno byłoby się skupić w pracy. Dodatkowa motywacja przyszła po jakimś czasie, kiedy zacząłem znacznie lepiej się czuć, a mój portfel stale wydawał się jakiś grubszy. Czy żałuję? Ani trochę!

Kupowanie używanych samochodów

Kiedy patrzy się na polskie drogi, wydawać by się mogło, że Polacy to naprawdę zamożny naród – tyle ładnych, porządnych aut jeździ po naszych drogach. Może i te auta są ładne, może prezentują się całkiem ciekawie, ale trzeba pamiętać o jednym – samochody, które widzimy, to w dużej mierze auta sprowadzone z zagranicy.

Nie tak dawno czytałam artykuł w jednej z gazet (zastrzelcie mnie ale nie pamiętam w której – coś z pokroju tematyki ekonomicznej, biznesowej – do uzupełnienia), że Polacy wolą sprowadzać bardziej luksusowe auta z zagranicy niż kupować pojazdy o niższej klasie w polskich salonach. Co więcej, ta tendencja się umacnia, co potwierdzają statystyki. W marcu br. zarejestrowano prawie o 8% więcej samochodów osobowych z importu niż rok wcześniej. Ponadto, jak informował Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, do od początku roku do marca (2015) zarejestrowano ponad 180 tys. aut z zagranicy, co w porównaniu do pierwszego kwartału 2014 stanowi poprawę wyniku o ponad 9%.

Które auto z importu jest najbardziej popularne wśród polskich kierowców? Okazuje się, że pierwsze miejsce zajmuje Audi A4. W ciągu pierwszego kwartału do Polski sprowadzono ponad 7 tys. aut tego modelu. Drugie miejsce zajmuje Volkswagen Golf. W pierwszej dziesiątce importowanych aut znajdziemy również krewnych lidera opublikowanych statystyk – mowa tu o Audi A3 i Audi A6.

Wszystko wygląda naprawdę świetnie dopóki nie zajrzymy w metrykę importowanych pojazdów. Jak możemy przeczytać w książce Ile mam punktów karnych (zamieszczam links bo do końca miesiąca jest do pobrania za darmo – nie sugerujcie się też tytułem), zagraniczny luksus to trochę przestarzały luksus, gdyż najczęściej rejestrowane pojazdy pochodzą z roku 2005. Kolejna wiadomość nie napawa optymizmem – niewiele ponad 42% aut ma mniej niż 10 lat. Innymi słowy – polskie drogi są zalewane przez stare auta. Niestety, wielu Polaków nie może pozwolić sobie na Audi czy VW z salonu. Ceny najbardziej popularnego Audi A4 zaczynają się od 120 tys. zł natomiast koszt nowego VW Golfa to przynajmniej 60 tys. zł. Dla porównania, ceny importowanych aut, konkretnie tych modeli, to 15-25 tys. zł, przy czym średnia cena importowanego auta w styczniu 2015 to ok. 15 tys. zł. Innymi słowy, przeciętny Kowalski może (chce) przeznaczyć na zakup auta 15 tys. zł, co oznacza, że nie może być mowy o kupnie auta z salonu.

Co ciekawe, globalny rynek najdroższych aut (klasa premium) ma się coraz lepiej. Podczas gdy przeciętny Kowalski ma coraz mniejszy budżet, najbogatsza część społeczeństwa staje się jeszcze bogatsza. Krótko mówiąc – zróżnicowanie społeczne jest coraz większe i przybywa osób o niewielkich możliwościach finansowych. Zwykły zjadacz chleba musi zadowolić się 10-letnim samochodem z przynajmniej 150-tysięcznym przebiegiem. Bogaci i wpływowi ludzie mogą bez obaw odwiedzać salony Mercedesa, BMW czy Audi. Od stycznia do marca 2015 sprzedano już 1,3 mln aut z trzech wielkich niemieckich koncernów, co stanowi 9% wzrost w stosunku do roku 2014.

Moda na muchy

Elegancki mężczyzna musi pamiętać o tym, by w swoim stroju dbać o wszystkie nawet drobne szczegóły ponieważ od tego będzie zależeć jak będzie wyglądał i jaka będzie jego prezencja. Wszystkie elementy powinny być bardzo dobrze dopracowane, jeśli taki mężczyzna chce się dobrze prezentować. Trzeba również pamiętać, że moda nie zmienia się jedynie w stosunku do kobiet, ale takie zmiany będą również dotyczyć mężczyzn.

Można między innymi zauważyć, że od jakiegoś czasu pośród mężczyzn bardzo popularne stają się muchy, które zakładane są coraz częściej. Przez ostatnie kilkanaście lat mucha była raczej kojarzona  z bardzo eleganckim wyjątkowym strojem. Obecnie natomiast sięga się po nią coraz chętniej również w ramach nieformalnych spotkań czy imprez rodzinnych, gdzie dany mężczyzna nie występuje w głównej roli. Jest to powrót do panującej dawnej mody, gdy mężczyźni bardzo chętnie zakładali muchy i uważali je za element rzeczywiście ważny, jeśli chodzi o ich estetykę.

Jeśli chodzi o obecnie panującą modę na muchy to na pewno znakiem charakterystycznym będzie to, że zakładane muchy są zróżnicowane pod kątem kolorów i wzorów. Przed laty raczej stawiano na klasyczne rozwiązania i największa popularnością cieszyła się czarna bądź biała mucha. Obecnie nieco się to zmieniło i wybiera się na co dzień muchy, które maja różne kolory i często mają także zróżnicowane wzory. W ten sposób mimo, że mężczyzna zakłada muchę nie jest to element, który staje się jakoś szczególnie elegancki. Dlatego w tym momencie mucha jest takim elementem stroju, który można już założyć spokojnie na różne okazje..?*

Wystarczy się wybrać do sklepu, by zobaczyć, że w galanterii i odzieży męskiej jest bardzo wiele propozycji różnych much, które rzeczywiście prezentują się niekiedy naprawdę oszałamiająco. To mężczyzna oczywiście decyduje na to jaką muchę wybierze, jednak tak naprawdę warto o dobre dopasowanie muchy pod kątem stroju, który zakłada i koloru marynarki. W ten sposób tworzyć się będzie bowiem idealną stylizację i mucha stanie się rzeczywiście stylowym dodatkiem.

 

*** wiem że na końcu tamtego zdania powinna być kropka. Podczas jego pisania zacząłem zastanawiać się jednak czy przypadkiem próba postawienia tezy nie jest pytaniem…?

W pułapce randki

Czy randka to gra pozorów? Nie do końca. A właściwie w ogóle nie jest to gra pozorów. Raczej festiwal impresji, które kreujemy dla siebie sami jeszcze zanim w ogóle randka się rozpocznie. Dzisiejszy temat jest moją odpowiedzią na ostatnie rozważania Danki która na blogu po raz setny (i nie tylko oka – to problem naszych czasów i aktualnych blogerek) opisała potencjalny związek jako poszukiwanie królewicza z bajki. Ten jednak nie istnieje. Jak to wygląda z perspektywy mężczyzny? Nasze poszukiwania to próba zestawiania oczekiwań z rzeczywistością, wbicia się w schemat, złapania rymu, walka i gra nami samymi. Zaburza je jeszcze szerszy obraz świata i… nasze głupota. Ta wrodzona i ta nabyta, która każe szukać czegoś innego, niż mamy pod ręką.
Najgorsze jest chyba pierwsze wrażenie. Widzisz: ładne dziewczę, słodki uśmiech, jakiś dyplom, niezła praca. Poszczęściło ci się, nieźle trafiłeś. Sęk w tym, że to typowa tępa (wybaczcie określenie) dzida. Dopóki rozmawiacie kodem flirtu, jest wspaniale, ale już do poduszki lepszy od niej jest chloroform.

Ruszasz na łowy jeszcze raz. Co tam masz? No, powiedzmy jesteś 6/10. Szukasz czegoś podobnego. Najchętniej też 6/10, a jak się uda, to 7/10. Niżej schodzić nie będziesz, ale wyżej to co? Podobno ta 9/10 nieźle się… jest niezła w łóżku, ale to dlatego, że miała tyle praktyki, co pułk wojska. Nie twoja liga. Dalej szukasz w przedziale 6-7, a ta 9 chętnie by się umówiła na kawę z facetem, z którym można normalnie pogadać i to patrząc sobie w oczy, a nie od cycków na tyłek i z powrotem. Ty jednak nie spróbujesz.

No dobra. Masz już tą jakąś swoją 7/10. Nie spieprz tego. Chciałoby się wysłać smsa, ale niedawno jakiś poszedł i głupio wysyłać już następnego. Zadzwonić jeszcze gorzej, bo sobie coś pomyśli, że desperat jakiś. Już jutro trzecia randka, a na trzeciej maca się cycki. Na piątej powinna się dać poruchać. Teraz trzeba „odepchnąć”, a po czwartej „zbliżyć”. No jakoś tak się gra w tę grę.

Zresztą na poruchanie już najwyższy czas. Do tej pory trudno się było skupić na czymkolwiek innym, niż jej majtki. Ciężko się winić za taki stan rzeczy, ale już chyba przyszła ta chwila, by popatrzeć na nią w sposób trochę bardziej trzeźwy. Po poruchaniu będzie łatwiej. Będzie można porządnie ocenić, z kim właściwie masz do czynienia. Heh, ale będzie śmiesznie, jeśli za moment odkryjesz, że traciłeś czas.

Nie wiń się jednak za to za bardzo, bo ona też robi coś podobnego. Myślisz, że kobieta nigdy nie siedzi nad telefonem i się nie zastanawia, kiedy do ciebie napisać? Po pierwszej przejażdżce jest łatwiej i zarazem trudniej, bo coś już was łączy. Może następnym razem lepiej będzie się wybrać na pierwszą randkę na spacer deptakiem zamiast iść do kina i odliczać czas do pierwszego macania?