Jak upilnować dziecko?

Mam nadzieję że lubicie poradniki. Taka była pierwsza koncepcja tego bloga i mimo iż ostatnimi czasy odrobinę od niej odbiegłem (ok, brakło mi pomysłów), będę starał się to nadrobić. Dziś o dzieciach, za tydzień o rzucaniu palenia (na przykładzie własnym – 3 dzień – jest ciężko).

Jedno z moich ulubionych powiedzeń odnoszących się do dzieci i ich wychowania mówi o tym, że małe dzieci to niewielkie problemy, gdy zaś dzieci rosną, sprawy zaczynają się komplikować. Paradoksalnie, pilnowanie niemowlaka nie jest wcale trudną sprawą, wystarczy bowiem zatroszczyć się o to, aby dziecko zawsze znajdowało się w zasięgu naszego wzroku. Gdy jednak niemowlak zmienia się w kilkulatka, zadanie to zaczyna spędzać nam sen z powiek. Zatrzymanie dziecka w domu nie jest rozwiązaniem, taka forma chronienia go przed światem może bowiem okazać się zgubna. Czy jednak oznacza to, że jesteśmy skazani na nieustanny stres. Na początku dwudziestego pierwszego wieku nie ma już takiej konieczności. Nie zawsze ale przynajmniej w początkowych etapach jego rozwoju.

Gdy dziecko jest małe

Pilnowanie małego dziecka to proces wielofazowy. Na pierwszy plan wysuwa się przy tym edukacja, maluch musi bowiem wiedzieć, z jakimi zagrożeniami powinien się liczyć i jakie działania musi podejmować, jeśli chce ich unikać. Niektóre zalecenia wydają się banalne, jeśli jednak rodzic nie nauczy malucha, że nie wolno oddalać się od domu, rozmawiać z nieznajomymi i wykonywać ich poleceń, może się okazać, że lekcji tej udzieli dziecku samo życie. Niestety, w takim przypadku należy liczyć się z pewną brutalnością nauki, a tej z pewnością chcielibyśmy uniknąć.

Nikt nie może nieustannie kontrolować swojego dziecka. Jest to trudne do zrealizowania, a jednocześnie wcale nie wpływa najlepiej na relacje potomka z rodzicami, dziecko lubi bowiem wiedzieć, że jest traktowane po partnersku, a rodzice otaczają je zaufaniem. Warto więc szukać sojuszników poza rodziną. Dobrym pomysłem może być choćby otrzymywanie przynajmniej poprawnych relacji z rodzicami kolegów dziecka tak, aby w sytuacjach niebezpiecznych można było liczyć na interwencję również z ich strony. Ważne też żeby mieć do owych rodziców podejście – jakiś czas temu wspomniałem że pieniądze powodują na tyle mocne podziały społeczne że zdarzyć się może iż nasi dotąd bardzo mili sąsiedzi nagle nie będą chcieli by ich syn bawił się z Waszym…

Gdy dziecko dorasta

Im starsze jest dziecko, tym bardziej problematyczne stają się kwestie związane z jego pilnowaniem. W pewnym momencie kontrola nad nim przestaje być zresztą możliwa, dobrze jest więc mieć pewność, że wychowanie dziecka uczuliło je na wszystkie zagrożenia, z jakimi mogło mieć ono styczność. Nie oznacza to jednak, że rodzice są całkiem bezradni, z pomocą przychodzą im bowiem nowe technologie. Tu szczególnie przydatne są telefony komórkowe i aplikacje, które pozwalają na szybkie ustalenie lokalizacji właściciela aparatu. Takie rozwiązanie (np: program lokalizacja telefonu komórkowego) jest w stanie uspokoić rodzica, a jednocześnie jest na tyle nieinwazyjne, że nie przyczynia się do kolejnej kłótni związane z przesadnym nadzorem i brakiem swobody.

Przydatne odnośniki

Lokalizacja telefonu – prosta i skuteczna ale niestety płatna aplikacja

Prey – darmowa i działa ale trudna w obsłudze

Google (uzupełnij odnośnik) – darmowa lokalizacja od wyszukiwarki

Na koniec

Nie jest to może najlepsza rada – nie jest też radą uniwersalną a tylko wskazówką. Zawsze postawicie się w pozycji dziecka. Zawsze popatrzcie na świat jego oczami. Czy to że nasz 5-latek rozkręcił radio bo chciał wiedzieć czy w środku siedzi mały chochlik jest dobre czy wymaga nagany? Tak, to było Wasze ulubione radio tylko co z tego? Przecież w rodzicielstwie chodzi właśnie o to żeby rozbudzać wyobraźnię naszego wychowanka!

 

Czy Tatry są niebezpieczne?

Wiele osób patrząc na nasze góry nie zdaje sobie sprawy z tego, że niestety mogą być one bardzo niebezpieczne. Wydaje się nam bardzo często, że te nieco ponad 2000 metrów nad poziomem morza nie stanowi takiego niebezpieczeństwa i można się tam wybrać bez większego przygotowania. I najczęściej właśnie takie błędy i dyletanckie myślenie doprowadza do tragedii do jakich niestety nadal w Tatrach dochodzi.

Oczywiście nie są to góry tak niebezpieczne jak Himalaje, gdzie przede wszystkim klimat jest zupełnie inny, ponieważ znajdujemy się dużo wyżej. Tam oprócz trudnych podejść najgorsze są właśnie panujące warunki, mała ilość tlenu czy też problemy związane z tym, że jest śnieg i bardzo niska temperatura. W Polsce, jeśli wspinamy się w okresie letnim to takich problemów nie będzie ale to nie oznacza, że Tatry są bezpieczne i można się tam wybrać bez przygotowania i bez organizacji. Chyba w wakacje Heger pisał o turystkach które próbowały wspiąć się na Kozi Wierch z… pantofelkach i ostatecznie trzeba było wzywać helikopter żeby tę mądrą panią ze zwichniętą nogą jakoś przetransportować do szpitala.

Są oczywiście takie szlaki, które nie będą wymagały jakiegoś przygotowania czy też dobrego sprzętu, ale mamy także takie propozycje, którego tego będą wymagały. Przede wszystkim musimy pamiętać, że góry są zawsze niebezpieczne, ponieważ jedna zsunięta z kamienia noga może doprowadzić do tragedii. Dodatkowo warto pamiętać również o tym, że w górach warunki bardzo szybko mogą się zmieniać i to może być niezwykle niebezpieczne. Gdy chodzi o Polskie Tatry to mamy kilka takich trudnych szlaków, które niestety mogą się okazać bardzo niebezpieczne i w wielu przypadkach wyprawa bez przygotowania może się skończyć tragicznie. Do takich zalicza się przede wszystkim Orla Perć, ale dobrego przygotowania będzie wymagał także szlak na Rysy czy Świnicę. Niezależnie od tego, gdzie będziemy się wybierać musimy pamiętać o tym, by zabrać ze sobą bardzo dobre buty, ciepłe ubranie, kurtkę przeciwdeszczową a co najważniejsze mapę i telefon, by w razie potrzeby mieć jak się kontaktować ze światem.

Zawsze można wezwać TOPR, który postara się sprowadzić nas na dół i będzie służył pomocą ale nie jest to forma helikopterowej taksówki, którą wzywa się przez to, że samemu nie używało się mózgu wybierając się w góry. Niestety obecnie często się tak dzieje, ponieważ ludzie wchodzą bez dobrych butów i sprzętu na wysokie szczyty a potem mają problem by z nich zejść i wzywają pomocy.

Gaz czy indukcja?

Wyposażając kuchnię stanąłem przed trudną decyzją o tym jaką formę płyty grzewczej przygotować. Rzeczywiście sprawa nie była prosta szczególnie, szczególnie kiedy przeszedłem się po sklepach i zobaczyłem jak wiele producenci chcą nam obecnie zaproponować. Ostatecznie szukałem czegoś co będzie miało formę do zabudowy i pod tym kątem musiałem wybrać najlepsze rozwiązanie.

Piekarnik miał mieć formę autonomiczną w stosunku do płyty grzewczej, dlatego właśnie zacząłem najpierw od niej a te elementy chciałem tylko zestroić ze sobą pod kątem estetycznym

Ostatecznie miałem do wyboru dwie formy: gaz oraz indukcję. Długi czas się zastanawiałem co będzie lepsze również dlatego, że miałem w domu dwie różne opcje. Ja optowałem raczej za indukcją a żona raczej za gazem. Przede wszystkim argumentowała to tym, że kuchenka gazowa jest dużo bardziej autonomiczna, szczególnie że w miejscu gdzie mieszkamy stosunkowo często są przerwy w dostawie prądu. Między innymi dlatego uważała, że dzięki gazowej kuchence nie będziemy mieli problemów. Dodatkowo podobno gotowanie na gazie jest zdrowsze. Podobno bo osobiście takiej teorii wcześniej nie słyszałem..

Ja natomiast uważałem, że kuchenka indukcyjna jest dużo praktyczniejsza, wygodniejsza, efektywniejsza i łatwiejsza do utrzymania w czystości. Jak dla mnie ten argument z dostawami prądu był zbyt słaby, by przekonać mnie do gazu szczególnie, że kuchenka musiałaby być podłączona do butli ponieważ nie ma stałego łącza gazu. Tym samym zdejmowałem sobie z pleców ciężar co-miesięcznego targania 20-kg butli z i ze sklepu. Koszty użytkowania jeszcze szły by w górę a z bezpieczeństwem również byłoby różnie.

W końcu po długich pertraktacjach udało mi się żonę przekonać do mojego rozwiązania i mamy w domu piękną estetyczną płytę indukcyjną. Po kilku miesiącach użytkowania mogę już z całym przekonaniem powiedzieć, że był to wybór rzeczywiście doskonały, ponieważ płyta pod każdym względem sprawuje się świetnie i spełnia moje oczekiwania. Gotowanie jest szybkie, nie trzeba się zastanawiać nad energetycznością gazu, a dodatkowo płytę można szybko ścierką wymyć i będzie się ładnie prezentować, natomiast w przypadku gazu trzeba się męczyć z wyciąganiem palników a i tak ze względu na nierówną powierzchnię będzie ciężko ją wyczyścić.

W pułapce randki

Czy randka to gra pozorów? Nie do końca. A właściwie w ogóle nie jest to gra pozorów. Raczej festiwal impresji, które kreujemy dla siebie sami jeszcze zanim w ogóle randka się rozpocznie. Dzisiejszy temat jest moją odpowiedzią na ostatnie rozważania Danki która na blogu po raz setny (i nie tylko oka – to problem naszych czasów i aktualnych blogerek) opisała potencjalny związek jako poszukiwanie królewicza z bajki. Ten jednak nie istnieje. Jak to wygląda z perspektywy mężczyzny? Nasze poszukiwania to próba zestawiania oczekiwań z rzeczywistością, wbicia się w schemat, złapania rymu, walka i gra nami samymi. Zaburza je jeszcze szerszy obraz świata i… nasze głupota. Ta wrodzona i ta nabyta, która każe szukać czegoś innego, niż mamy pod ręką.
Najgorsze jest chyba pierwsze wrażenie. Widzisz: ładne dziewczę, słodki uśmiech, jakiś dyplom, niezła praca. Poszczęściło ci się, nieźle trafiłeś. Sęk w tym, że to typowa tępa (wybaczcie określenie) dzida. Dopóki rozmawiacie kodem flirtu, jest wspaniale, ale już do poduszki lepszy od niej jest chloroform.

Ruszasz na łowy jeszcze raz. Co tam masz? No, powiedzmy jesteś 6/10. Szukasz czegoś podobnego. Najchętniej też 6/10, a jak się uda, to 7/10. Niżej schodzić nie będziesz, ale wyżej to co? Podobno ta 9/10 nieźle się… jest niezła w łóżku, ale to dlatego, że miała tyle praktyki, co pułk wojska. Nie twoja liga. Dalej szukasz w przedziale 6-7, a ta 9 chętnie by się umówiła na kawę z facetem, z którym można normalnie pogadać i to patrząc sobie w oczy, a nie od cycków na tyłek i z powrotem. Ty jednak nie spróbujesz.

No dobra. Masz już tą jakąś swoją 7/10. Nie spieprz tego. Chciałoby się wysłać smsa, ale niedawno jakiś poszedł i głupio wysyłać już następnego. Zadzwonić jeszcze gorzej, bo sobie coś pomyśli, że desperat jakiś. Już jutro trzecia randka, a na trzeciej maca się cycki. Na piątej powinna się dać poruchać. Teraz trzeba „odepchnąć”, a po czwartej „zbliżyć”. No jakoś tak się gra w tę grę.

Zresztą na poruchanie już najwyższy czas. Do tej pory trudno się było skupić na czymkolwiek innym, niż jej majtki. Ciężko się winić za taki stan rzeczy, ale już chyba przyszła ta chwila, by popatrzeć na nią w sposób trochę bardziej trzeźwy. Po poruchaniu będzie łatwiej. Będzie można porządnie ocenić, z kim właściwie masz do czynienia. Heh, ale będzie śmiesznie, jeśli za moment odkryjesz, że traciłeś czas.

Nie wiń się jednak za to za bardzo, bo ona też robi coś podobnego. Myślisz, że kobieta nigdy nie siedzi nad telefonem i się nie zastanawia, kiedy do ciebie napisać? Po pierwszej przejażdżce jest łatwiej i zarazem trudniej, bo coś już was łączy. Może następnym razem lepiej będzie się wybrać na pierwszą randkę na spacer deptakiem zamiast iść do kina i odliczać czas do pierwszego macania?