Eko moda

Współcześnie można odnieść wrażenie, że panuje swego rodzaju moda na wszystko, co jest EKO. Eko-jedzenie, eko-wczasy, eko-ubrania, eko-kosmetyki itd. W tym momencie nasuwa się jedno pytanie (zasadniczo to nasunęło się już w zeszłym miesiącu) – czy faktycznie to, co ma być ekologiczne jest eko, czy może skład produktów, ich pochodzenie nadal pozostawiają wiele do życzenia, a jedynie cena jest dostosowana do eko-standardów? Kiedy coś zaczyna być modne, chociażby moda na zdrowe jedzenie, to zazwyczaj można wierzyć, że faktycznie producenci starają się, by jakość produktów była jak najlepsza. Kiedy jednak coś zaczyna robić bardzo głośne i za jednym trendem rusza fala kolejnych, można podejrzewać, że nie wszystko będzie takie piękne jak myślimy.

Niestety, współczesnym światem rządzi pieniądz i wielu ludzi potrafi korzystać z nieuczciwych sposobów na zarabianie pieniędzy. Właśnie w ten sposób w niektórych sklepach ze zdrową żywnością spotkamy owoce i warzywa kupione wcześniej w marketach, w niektórych produktach „ekologicznych” natkniemy się na różnego rodzaju barwniki i konserwanty a „eko” bawełna w koszulkach będzie najgorszej jakości… Jeśli trafimy na takie przypadki, to niestety – zostaniemy ofiarą ludzkiej nieuczciwości.

Oczywiście, nie wszędzie i nie zawsze zdarzają się przypadki „eko”-oszustw. Wielu producentów dba o dobre imię i sprzedaje faktycznie to, czego oczekują klienci. Dotyczy to zarówno żywności jak i kosmetyków czy odzieży. Dlatego, zanim zdecydujemy się na zdrowy tryb życia i eko-zakupy, sprawdźmy gdzie i co kupujemy. Wypróbujmy kolejne produkty, porównajmy je z tradycyjnymi (dostępnymi na co dzień w każdym sklepie). Nie sugerujemy się jedynie przedrostkiem „eko”, bo za to możemy jedynie zapłacić.

Osobiście, po obejrzeniu kilku ciekawych programów typu „Wiem co jem”, zacząłem czytać etykiety produktów, nie tylko spożywczych. Okazało się, że renomowane i drogie marki to nie wszystko… Lepiej iść do sklepu zielarskiego czy na zwykły bazar i kupić prawdziwe „eko” produkty bez pięknych etykiet i reklam. Kolorowe naklejki i wysokie ceny nie dają żadnej gwarancji jakości – wręcz przeciwnie – zielone w nich są tylko przysłowiowe dolary.

Ludzie odsuwają się od marketów

Ostatnie kilkanaście lat to oczywiście okres, gdy markety były w naszym kraju bardzo mocno rozwinięte i cieszyły się ogromną popularnością. W wielu miastach można na pęczki liczyć sklepy samoobsługowe, wśród których oczywiście nieustannie królują biedronki, będące niestety najbardziej popularnymi sklepami i budzącymi największe zainteresowanie kupujących.

Tak naprawdę jednak od jakiegoś czasu mam takie wrażenie, że markety nie są już aż tak bardzo popularne i krok po kroku tracą klientów. Przede wszystkim skończyło się już takie przysłowiowe zachłyśnięcie się marketami i ludzie nie chodzą już tam tak chętnie. Do tego dochodzi kwestia cen, które nie są już w tych sklepach tak niskie, jakby się jeszcze mogło niedawno wydawać. Markety, które w dużej mierze wyrobiły sobie silną markę zaczęły obecnie oferować coraz więcej oryginalnych produktów i za tym również poszło podnoszenie cen. Wielu klientów zaczęło to zauważać i dlatego zaczęli się oni od nich odsuwać. Można także zauważyć, że ludzie już nie chcą zagranicznego kapitału w naszym kraju, który zaczyna być tak bardzo silny, że niszczy polskie firmy. Niestety bardzo często dzieje się tak, że właśnie przez takie markety upadały polskie małe osiedlowe sklepiki. Polscy przedsiębiorcy nie mieli siły by na początku dać sobie radę z tymi sklepami ponieważ ich niskie ceny ich po prostu niszczyły. Ha! Po wyniszczeniu konkurencji ceny oczywiście wróciły na dotychczasowy poziom. Oto (nie)czyste zagrywki zagranicznej konkurencji!

Obecnie powoli taka sytuacja się odwraca i możemy zauważać, że coraz więcej naszych rodaków wraca do małych osiedlowych sklepików i tam dokonuje zakupów. Jest to znak, że powoli odsuwamy się od marketów i wybieramy to co polskie. Pierwsza istotna sprawa to fakt, że nasi rodacy nie mają już tyle czasu, by po pracy spacerować po sklepach wielkopowierzchniowych. To co było dla nich bardzo dużą atrakcją, gdy takie sklepy się pojawiły obecnie stało się raczej męczarnią i w związku z tym już unikają takiego chodzenia po sklepach. Zamiast tego wolą wyskoczyć do sklepu, który znajduje się tuż obok domu, by kupić kilka podstawowych produktów dla siebie. Dodatkowo zauważmy, że w sklepach osiedlowych nie ma już tak znaczącej różnicy cen w porównaniu z marketami, które nie są już tak tanie i atrakcyjne.

Od jakiegoś czasu można także zauważyć, że w Polsce panuje również swego rodzaju moda na eko-rozwiązania i dlatego właśnie ludzie sięgają po różne produkty, które mają być po prostu ekologiczne (ok, ok – jak ostatnio stwierdził w lokalny bloger, są to produkty „zielone” które jednak mają tak krótki termin ważności że część z nich po prostu chemicznie się pekluje żeby wystarczyły na dłużej – pojęcia nie mam ile w tym prawdy ale wykorzystane argumenty faktycznie są rzeczowe..). Z tego powodu między innymi odsuwają od siebie marketowe jedzenie, które często jest wysoko przetworzone i tym samym nie warto go kupować. Ludzie w Polsce, szczególnie młodzi wracają do natury i szukają również posiłków, które będą się na naturalnym jedzeniu opierać. Jak dla mnie to również czynnik, który na nowo buduje siłę małych sklepików. Przede wszystkim ludzie są coraz bardziej świadomi, że u polskiego sprzedawcy znajdziemy lepsze produkty, bezpośrednio od naszych rodzimych producentów, natomiast w markecie w dużej mierze jedzenie jest sztuczne, chemiczne i ma sprawiać wrażenie jak najlepszego przez jak najdłuższy okres czasu po jego stworzeniu.

Gaz czy indukcja?

Wyposażając kuchnię stanąłem przed trudną decyzją o tym jaką formę płyty grzewczej przygotować. Rzeczywiście sprawa nie była prosta szczególnie, szczególnie kiedy przeszedłem się po sklepach i zobaczyłem jak wiele producenci chcą nam obecnie zaproponować. Ostatecznie szukałem czegoś co będzie miało formę do zabudowy i pod tym kątem musiałem wybrać najlepsze rozwiązanie.

Piekarnik miał mieć formę autonomiczną w stosunku do płyty grzewczej, dlatego właśnie zacząłem najpierw od niej a te elementy chciałem tylko zestroić ze sobą pod kątem estetycznym

Ostatecznie miałem do wyboru dwie formy: gaz oraz indukcję. Długi czas się zastanawiałem co będzie lepsze również dlatego, że miałem w domu dwie różne opcje. Ja optowałem raczej za indukcją a żona raczej za gazem. Przede wszystkim argumentowała to tym, że kuchenka gazowa jest dużo bardziej autonomiczna, szczególnie że w miejscu gdzie mieszkamy stosunkowo często są przerwy w dostawie prądu. Między innymi dlatego uważała, że dzięki gazowej kuchence nie będziemy mieli problemów. Dodatkowo podobno gotowanie na gazie jest zdrowsze. Podobno bo osobiście takiej teorii wcześniej nie słyszałem..

Ja natomiast uważałem, że kuchenka indukcyjna jest dużo praktyczniejsza, wygodniejsza, efektywniejsza i łatwiejsza do utrzymania w czystości. Jak dla mnie ten argument z dostawami prądu był zbyt słaby, by przekonać mnie do gazu szczególnie, że kuchenka musiałaby być podłączona do butli ponieważ nie ma stałego łącza gazu. Tym samym zdejmowałem sobie z pleców ciężar co-miesięcznego targania 20-kg butli z i ze sklepu. Koszty użytkowania jeszcze szły by w górę a z bezpieczeństwem również byłoby różnie.

W końcu po długich pertraktacjach udało mi się żonę przekonać do mojego rozwiązania i mamy w domu piękną estetyczną płytę indukcyjną. Po kilku miesiącach użytkowania mogę już z całym przekonaniem powiedzieć, że był to wybór rzeczywiście doskonały, ponieważ płyta pod każdym względem sprawuje się świetnie i spełnia moje oczekiwania. Gotowanie jest szybkie, nie trzeba się zastanawiać nad energetycznością gazu, a dodatkowo płytę można szybko ścierką wymyć i będzie się ładnie prezentować, natomiast w przypadku gazu trzeba się męczyć z wyciąganiem palników a i tak ze względu na nierówną powierzchnię będzie ciężko ją wyczyścić.