Mój wyjazd do Warszawy

Przyznam się – w ciągu całych trzydziestu lat mojego życia byłem w Warszawie zaledwie kilka razy i nigdy dokładniej nie zwiedziłem naszej stolicy. Zresztą, przez bardzo długi czas jakość nieszczególnie mnie tam ciągnęło, zwłaszcza kiedy słyszałem wielu opinii innych ludzi na temat tego miasta. W końcu o Warszawie często można usłyszeć mnóstwo mało pochlebnych zdań; miasto brzydkie i zaniedbane, szare. Zabytków jak na lekarstwo. Ludzie niemili, zadufani i zarozumiali. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Postanowiłem wykorzystać wolny weekend i wybrać się tam, aby w końcu lepiej poznać stolicę własnego kraju. Okazało się, że Warszawa wcale nie jest takim złym miastem, jak twierdzi wielu ludzi. Mało tego – pod wieloma względami jest to naprawdę świetnie miejsce, w którym sam chętnie mógłbym zamieszkać. Zacznijmy jednak od początku.

Zarzut mówiący o małej ilości zabytków w Warszawie jest po pierwsze nieprawdziwy, a po drugie wynika – niestety – ze zwykłej ignorancji. W roku 1944 Warszawa została planowo zniszczona i zburzona niemalże do gołej ziemi – praktycznie żadnego innego miasta na świecie nie spotkał aż tak okrutny los. Cudem jest, że udało się odbudować te najbardziej znane i najcenniejsze budowle historyczne, które nadal zachowują swój wyjątkowy urok. Zabytków wcale nie jest tu zresztą mało. Stare Miasto w Warszawie pełne jest wspaniałych, wąskich uliczek i cudownych kamieniczek – osobiście zawsze zachwycam się takimi rzeczami, niezależnie od tego, w jakim mieście się znajduję. Fakt, pierwotny charakter przedwojennej Warszawy w dużym stopniu ucierpiał i obecnie w miejscach, gdzie dawniej stały piękne budynki nierzadko widać głównie szare budowle z czasów komunizmu. Niemniej jednak w centrum miasta właściwie na każdym kroku można natknąć się na coś ciekawego – w ciągu całodniowej wycieczki po mieście nawet na moment nie wypuszczałem z rąk aparatu.

W Warszawie zachwyciło mnie również i to, że w mieście tym przeszłość dosłownie łączy się z nowoczesnością. Oprócz zabytkowych budowli znajdziemy tu nowoczesne biurowce i potężne wieżowce – pod względem takich wysokościowców Warszawa zalicza się zresztą do ścisłej czołówki miast w Europie.

Czy Warszawiacy są zarozumiali i zadufani w sobie? Nie uważam tak. Fakt, większość moich znajomych z Warszawy jest bardzo dumna ze swojego miasta, ale nie oznacza to, że patrzą oni z góry na ludzi z innych części Polski. W czasie mojego krótkiego pobytu przekonałem się o tym, że w Warszawie można naprawdę ciekawie spędzać swój czas na wiele różnych sposobów. Życie nocne jest naprawdę bogate, zaś kultura stoi na najwyższym poziomie – tak dużego wyboru kin, teatrów czy innych tego typu obiektów nie znajdziemy w żadnym innym mieście w Polsce. Uważam w takim razie, że wszystkie wymienione wyżej stereotypy na temat Warszawy są zupełnie nieprawdziwe i prawdopodobnie rozsiewają je głównie ludzie, którzy w mieście tym nigdy nie byli.  Zachęcam w takim razie każdego do wybrania się chociażby na krótką wycieczkę do Warszawy – jestem pewien, że zdecydowana większość ludzi szybko zmieni dzięki temu swoje zdanie na temat tego miasta.

Zdrowe odżywianie się – czy faktycznie takie trudne?

Szeroko rozumiane zdrowe odżywianie się jest kwestią, która w ostatnich latach zdobyła w naszym kraju i na całym świecie naprawdę ogromną popularność. Opisywana na blogach (np u Ani), w telewizji, radiu, na Facebooku.. 🙂 Trudno jednak jest się temu dziwić – w gruncie rzeczy jest to pozytywna wiadomość, bowiem pokazuje to, że wielu ludzi zaczyna po prostu przykładać coraz większą uwagę do kwestii związanych z ich zdrowiem. Niestety, podobnie jak w przypadku wszystkich innych tak popularnych zagadnień, również i tutaj wyrosło całe mnóstwo różnych mitów i niedomówień, które sprawiają, że wiele osób zainteresowanych zdrowym odżywianiem się popełnia przy tym sporo istotnych błędów. Jeśli chcemy wprowadzić takie zmiany w swoim życiu, to bardzo dobrze; musimy jednak zrobić to we właściwy sposób, aby przyniosły nam one oczekiwane efekty.

Pierwszym mitem jest to, że aby móc faktycznie zdrowo się odżywiać absolutnie w każdym przypadku musimy decydować się na różnego rodzaju bardzo rygorystyczne diety. W rzeczywistości jednak wcale nie jest to prawda, choć oczywiście odpowiednia dyscyplina zawsze jest tu jak najbardziej wskazana. Pierwszym krokiem w kierunku zdrowego odżywiania się jest przede wszystkim dokładniejsze przyjrzenie się swoim codziennym nawykom żywieniowym. Nie chodzi tutaj wyłącznie o to, co jemy, ale również i jak jemy. Podstawową zasadą głoszoną przez wielu specjalistów w tej dziedzinie jest spożywanie minimum pięciu posiłków dziennie w regularnych odstępach – faktycznie dobrze wpływa to na nasz organizm. Dzień należy zacząć od pożywnego śniadania, które musi składać się z produktów dostarczających nam jak największej dawki energii. Należy zatem postawić tutaj na węglowodany i białko, chociażby w postaci pieczywa razowego czy jajek. Modyfikowanie swojej diety to również wyeliminowanie z niej tych nawyków, które mogą być dla nas szkodliwe. Niestety, prawdopodobnie większość ludzi posiada takie właśnie nawyki; zjadanie dużych ilości niezdrowych przekąsek czy picie napojów zawierających potężne ilości cukru. To właśnie pozbycie się ich należy tutaj do najtrudniejszych zadań, choć również i to nie jest nieosiągalne.

Inną kwestią jest oczywiście to, co tak w ogóle powinniśmy jeść. Podstawą diety powinny być warzywa i owoce, które zawierają w sobie mnóstwo bezcennych dla nas składników odżywczych i są odpowiedzialne za poprawne działanie wielu istotnych elementów naszego organizmu. Z drugiej jednak strony nie można ograniczać się wyłącznie do nich – jeśli nie jesteśmy zainteresowani dietą wegetariańską, to powinniśmy pozwalać sobie również na produkty mięsne. Powszechnym mitem jest twierdzenie, że mięso nie jest dla nas zdrowe; w rzeczywistości wszystko zależy od tego, co dokładnie jemy. Warto unikać tutaj zbyt tłustych posiłków, zamiast tego wybierając chociażby chude mięso z kurczaka czy ryby. Nie możemy zapominać także o piciu dużej ilości wody, która jest niezbędna do poprawnego funkcjonowania naszego organizmu. Jeśli w naszym życiu potrzebne są rzeczywiście diametralne zmiany, to nie warto wprowadzać ich z dnia na dzień – w taki sposób jedynie się do nich zniechęcimy. O wiele lepiej będzie zmieniać się stopniowo, aż po pewnym czasie dojdziemy do zadowalającego nas stanu.

Jak skutecznie rzucić palenie?

Paliłem przez ponad 10 lat, w niektórych okresach nawet po dwie paczki dziennie. Znajomi często pytali mnie, co tak w ogóle daje mi papieros… Podobnie jak większość palaczy, nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Zaczęło się oczywiście w liceum – wtedy to było coś! Ta duma, że jest się już prawie dorosłym, ten smak zakazanego owocu. Na studiach „rozpaliłem się” już na dobre, i tak zostało mi też w dorosłym życiu. W pewnym momencie nawet przestałem to zauważać i nie zastanawiałem się już, jak takie coś w ogóle wpływa na moje zdrowie. A wpływa tragicznie, i nie trzeba być wcale wykwalifikowanym lekarzem aby zdawać sobie z tego sprawę. Papierosy każdego roku zabijają na świecie tysiące ludzi; powszechnie wydaje się, że główną przyczyną takich zgonów jest wywoływany przez nie rak, co jest nie jest prawdą. Palenie papierosów zwiększa ryzyko występowania nowotworów, ale w większości przypadków palaczy zabijają chociażby choroby serca i układu krwionośnego. Substancje zawarte w papierosach katastrofalnie wpływają na ten obszar naszego organizmu, co w wielu przypadkach kończy się właśnie śmiercią. Nie mówię nawet o innych dolegliwościach i niedogodnościach wynikających z nadmiernego palenia – osłabienie węchu i zmysłu smaku, częste bóle głowy, płytki oddech, nieprzyjemny zapach, gorsza kondycja fizyczna… Można tak wymieniać naprawdę długo. Właśnie z tego powodu podjąłem decyzję o pozbyciu się nałogu, który towarzyszył mi praktycznie przez całe dorosłe życie. I wiecie co? Od dwóch lat nie dotknąłem papierosa.

Moje rzucanie palenia zaczynałem tak, jak większość innych ludzi – od przeszukiwania internetu w poszukiwaniu jakichkolwiek przydatnych porad. Trochę się jednak zawiodłem, bowiem oprócz motywacyjnych, optymistycznych tekstów nie udało mi się zbyt wiele znaleźć. Potem próbowałem rzeczy takich jak e-papierosy czy różnego rodzaju tabletki dla rzucających palenie. Efekt co prawda był, ale tylko chwilowy – po pewnym czasie zawsze wracałem do starego nałogu. Jak zatem poradziłem sobie z tym ostatecznie? Pewnie zabrzmi to bardzo banalnie i nie wiem, czy pomoże komukolwiek – ale jedynym narzędziem w tej walce jest po prostu silna wola. Jako wieloletni palacz wiem, że problem ten nie siedzi tylko w naszej głowie, jak twierdzą ludzie którzy nigdy nie palili. Człowiek uzależnia się od nikotyny fizycznie, przez co nagłe odstawienie papierosów powoduje wiele bardzo nieprzyjemnych efektów. Udało mi się dzięki temu, że zacząłem w czasie urlopu i przez kilka pierwszych dni nie musiałem robić zupełnie nic – a bez papierosów trudno byłoby się skupić w pracy. Dodatkowa motywacja przyszła po jakimś czasie, kiedy zacząłem znacznie lepiej się czuć, a mój portfel stale wydawał się jakiś grubszy. Czy żałuję? Ani trochę!

Jak upilnować dziecko?

Mam nadzieję że lubicie poradniki. Taka była pierwsza koncepcja tego bloga i mimo iż ostatnimi czasy odrobinę od niej odbiegłem (ok, brakło mi pomysłów), będę starał się to nadrobić. Dziś o dzieciach, za tydzień o rzucaniu palenia (na przykładzie własnym – 3 dzień – jest ciężko).

Jedno z moich ulubionych powiedzeń odnoszących się do dzieci i ich wychowania mówi o tym, że małe dzieci to niewielkie problemy, gdy zaś dzieci rosną, sprawy zaczynają się komplikować. Paradoksalnie, pilnowanie niemowlaka nie jest wcale trudną sprawą, wystarczy bowiem zatroszczyć się o to, aby dziecko zawsze znajdowało się w zasięgu naszego wzroku. Gdy jednak niemowlak zmienia się w kilkulatka, zadanie to zaczyna spędzać nam sen z powiek. Zatrzymanie dziecka w domu nie jest rozwiązaniem, taka forma chronienia go przed światem może bowiem okazać się zgubna. Czy jednak oznacza to, że jesteśmy skazani na nieustanny stres. Na początku dwudziestego pierwszego wieku nie ma już takiej konieczności. Nie zawsze ale przynajmniej w początkowych etapach jego rozwoju.

Gdy dziecko jest małe

Pilnowanie małego dziecka to proces wielofazowy. Na pierwszy plan wysuwa się przy tym edukacja, maluch musi bowiem wiedzieć, z jakimi zagrożeniami powinien się liczyć i jakie działania musi podejmować, jeśli chce ich unikać. Niektóre zalecenia wydają się banalne, jeśli jednak rodzic nie nauczy malucha, że nie wolno oddalać się od domu, rozmawiać z nieznajomymi i wykonywać ich poleceń, może się okazać, że lekcji tej udzieli dziecku samo życie. Niestety, w takim przypadku należy liczyć się z pewną brutalnością nauki, a tej z pewnością chcielibyśmy uniknąć.

Nikt nie może nieustannie kontrolować swojego dziecka. Jest to trudne do zrealizowania, a jednocześnie wcale nie wpływa najlepiej na relacje potomka z rodzicami, dziecko lubi bowiem wiedzieć, że jest traktowane po partnersku, a rodzice otaczają je zaufaniem. Warto więc szukać sojuszników poza rodziną. Dobrym pomysłem może być choćby otrzymywanie przynajmniej poprawnych relacji z rodzicami kolegów dziecka tak, aby w sytuacjach niebezpiecznych można było liczyć na interwencję również z ich strony. Ważne też żeby mieć do owych rodziców podejście – jakiś czas temu wspomniałem że pieniądze powodują na tyle mocne podziały społeczne że zdarzyć się może iż nasi dotąd bardzo mili sąsiedzi nagle nie będą chcieli by ich syn bawił się z Waszym…

Gdy dziecko dorasta

Im starsze jest dziecko, tym bardziej problematyczne stają się kwestie związane z jego pilnowaniem. W pewnym momencie kontrola nad nim przestaje być zresztą możliwa, dobrze jest więc mieć pewność, że wychowanie dziecka uczuliło je na wszystkie zagrożenia, z jakimi mogło mieć ono styczność. Nie oznacza to jednak, że rodzice są całkiem bezradni, z pomocą przychodzą im bowiem nowe technologie. Tu szczególnie przydatne są telefony komórkowe i aplikacje, które pozwalają na szybkie ustalenie lokalizacji właściciela aparatu. Takie rozwiązanie (np: program lokalizacja telefonu komórkowego) jest w stanie uspokoić rodzica, a jednocześnie jest na tyle nieinwazyjne, że nie przyczynia się do kolejnej kłótni związane z przesadnym nadzorem i brakiem swobody.

Przydatne odnośniki

Lokalizacja telefonu – prosta i skuteczna ale niestety płatna aplikacja

Prey – darmowa i działa ale trudna w obsłudze

Google (uzupełnij odnośnik) – darmowa lokalizacja od wyszukiwarki

Na koniec

Nie jest to może najlepsza rada – nie jest też radą uniwersalną a tylko wskazówką. Zawsze postawicie się w pozycji dziecka. Zawsze popatrzcie na świat jego oczami. Czy to że nasz 5-latek rozkręcił radio bo chciał wiedzieć czy w środku siedzi mały chochlik jest dobre czy wymaga nagany? Tak, to było Wasze ulubione radio tylko co z tego? Przecież w rodzicielstwie chodzi właśnie o to żeby rozbudzać wyobraźnię naszego wychowanka!

 

Matura to bzdura?

Coraz częściej mówi się, że „matura to bzdura”. Prawdziwą niewiedzę Polaków obnaża internetowy program o takim właśnie tytule. Jak to się dzieje, że ludzie, którzy nie ta dawno zdawali maturę mają problem z działaniami na ułamkach, nie znają podstawowych pojęć z historii, nie są w stanie dopasować pisarza do danej lektury bądź poety do danego wiersza? Dlaczego, mimo tego że większość licealistów zdaje maturę, tak wielu ludzi poszukuje pracy?

Szczerze mówiąc, gdy widzę arkusze maturalne z kolejnych lat robi mi się słabo. Ktoś kiedyś nawet opublikował taki demotywator, w którym w 1950 r. na  maturze z matematyki licealiści musieli policzyć ile drzew może wyciąć drwal w ciągu godziny jeśli jego piła przegrzewa się w ciągu 20minut nieustannej pracy, chłodzi się w ciągu 2 minut a gdyby piłować bez przerwy przez 8 godzin, ściąłby 34 drzewa. W 2000 r. trzeba było tylko zakreślić podaną w zadaniu liczbę drzew a w 2013r. należało jedynie pokolorować  drwala. Być może niektórym wydaje się to śmieszne, ale wszystko wskazuje na to, że obecny system edukacji prowadzi do takich paradoksów. Ludzie nie potrafią liczyć – to jedno. Ale gorsze jest to, że ludzie nie potrafią myśleć. Obecnie, jesteśmy świadkami, gdzie rośnie kolejne pokolenie „klucza”, gdzie wszystko jest wyuczone pod dany schemat. Co jeśli trzeba będzie wyjść poza wyuczony model? Istna panika…

A co z językiem ojczystym? Dziś słyszy się tylko, że coraz częściej wydaje się orzeczenia o dysleksji, dysgrafii, dys coś tam… Moja rada – zamiast komputerów i beznadziejnych gier sięgnijcie po książkę i po prostu poczytajcie. Gdyby dzieci czytały, gdyby rodzice nauczyli ich tego nawyku, okazałoby się, że połowa dyslektyków nagle potrafi się pięknie wypowiadać, że nie ma problemów z pisaniem wypracowań, że błędy ortograficzne zdarzają się naprawdę sporadycznie… Problem w tym, że do tego potrzeba chęci i ambicji, a z tym obecnie jest problem. Dzieci przestają patrzeć w przyszłość, nie szukają swoich pasji, nie pielęgnują talentów. Nie tak dawno spotkałem się ze znajomą nauczycielką, która powiedziała mi – byliście ostatnim rocznikiem, któremu się coś chciało… chciało coś zorganizować, gdzieś jechać… Teraz nikt nie myśli o teatrze po godzinach, nikomu nie chce się śpiewać, tańczyć, czytać poezji. Jak pytam „jakie są twoje zainteresowania?” większość odpowiada dokładnie tak samo albo po prostu nie potrafi odpowiedzieć.

Ok, ok – syn koleżanki jest świeżo po studiach i pasjonuje się tym co robił praktycznie od liceum: komputerami. Nawet ma swojego bloga Lokalizacja telefonu czyli jak zlokalizować swoje dziecko. Do tego napisał jakiś darmowy program z płatnymi dodatkami i generalnie dzięki temu nie musi martwić się o swoją pracę praktycznie w ogóle. Zresztą o tej stronie już kiedyś Wam pisałem. Z drugiej jednak strony czy z setek tysięcy dzieciaków pasjonujących się komputerami – czyli w praktyce grającymi w gry – wyrosną sami programiści? Szczerze w to wątpię: szczególnie że wszyscy trąbią że brak jest informatyków: widoczne grane w gry nie daje tak dobrych efektów jakich chcieliby zobaczyć dumni rodzice 5-latków spędzających przed komputerem całe dnie.

Jeśli nie mamy pasji, zainteresowań, nie pracujemy nad sobą, nie rozwijamy talentów, to nie ma szans na to, by „stać się kimś”. Tylko osoby, które wiedzą czego chcą, są zaangażowane i żądne wiedzy mają szansę na to, by zaistnieć na rynku pracy. Moda na studia mija, bo dziś prawie każdy kończy jakiś uniwersytet, politechnikę czy koledż. Dla pracodawcy coraz rzadziej liczy się papierek. Dziś, aby dostać jakiekolwiek stanowisko w szanującej się firmie, aplikujący musi przejść przez szereg etapów rekrutacji, które zweryfikują jego wiedzę, doświadczenie, chęci i możliwości.

A co z tymi, którzy gorzej radzą sobie z nauką? Zawsze żyłam przekonaniem, że każdy z nas jest stworzony do czegoś innego. Jeden ma być pilotem, drugi tancerzem, trzeci inżynierem, czwarty hydraulikiem czy mechanikiem. Nigdy nie będzie tak, że popyt na dane usługi zniknie. Jeśli ktoś czuje, że lubi „grzebać pod maską”, fascynuje go motoryzacja, to znaczy że nie powinien bawić się w studia tylko zacząć pracować w warsztacie, zdobyć odpowiednie doświadczenie i próbować założyć własny interes. Jeśli ktoś uwielbia gotować, to zamiast męczyć się nad książkami powinien zatrudnić się w jakimś barze czy restauracji i doskonalić swoje umiejętności.

Przecież zawsze znajdzie się miejsce dla ludzi z pasją i talentem. Oceny to jedno, wiedza i umiejętności – drugie.

Ludzie odsuwają się od marketów

Ostatnie kilkanaście lat to oczywiście okres, gdy markety były w naszym kraju bardzo mocno rozwinięte i cieszyły się ogromną popularnością. W wielu miastach można na pęczki liczyć sklepy samoobsługowe, wśród których oczywiście nieustannie królują biedronki, będące niestety najbardziej popularnymi sklepami i budzącymi największe zainteresowanie kupujących.

Tak naprawdę jednak od jakiegoś czasu mam takie wrażenie, że markety nie są już aż tak bardzo popularne i krok po kroku tracą klientów. Przede wszystkim skończyło się już takie przysłowiowe zachłyśnięcie się marketami i ludzie nie chodzą już tam tak chętnie. Do tego dochodzi kwestia cen, które nie są już w tych sklepach tak niskie, jakby się jeszcze mogło niedawno wydawać. Markety, które w dużej mierze wyrobiły sobie silną markę zaczęły obecnie oferować coraz więcej oryginalnych produktów i za tym również poszło podnoszenie cen. Wielu klientów zaczęło to zauważać i dlatego zaczęli się oni od nich odsuwać. Można także zauważyć, że ludzie już nie chcą zagranicznego kapitału w naszym kraju, który zaczyna być tak bardzo silny, że niszczy polskie firmy. Niestety bardzo często dzieje się tak, że właśnie przez takie markety upadały polskie małe osiedlowe sklepiki. Polscy przedsiębiorcy nie mieli siły by na początku dać sobie radę z tymi sklepami ponieważ ich niskie ceny ich po prostu niszczyły. Ha! Po wyniszczeniu konkurencji ceny oczywiście wróciły na dotychczasowy poziom. Oto (nie)czyste zagrywki zagranicznej konkurencji!

Obecnie powoli taka sytuacja się odwraca i możemy zauważać, że coraz więcej naszych rodaków wraca do małych osiedlowych sklepików i tam dokonuje zakupów. Jest to znak, że powoli odsuwamy się od marketów i wybieramy to co polskie. Pierwsza istotna sprawa to fakt, że nasi rodacy nie mają już tyle czasu, by po pracy spacerować po sklepach wielkopowierzchniowych. To co było dla nich bardzo dużą atrakcją, gdy takie sklepy się pojawiły obecnie stało się raczej męczarnią i w związku z tym już unikają takiego chodzenia po sklepach. Zamiast tego wolą wyskoczyć do sklepu, który znajduje się tuż obok domu, by kupić kilka podstawowych produktów dla siebie. Dodatkowo zauważmy, że w sklepach osiedlowych nie ma już tak znaczącej różnicy cen w porównaniu z marketami, które nie są już tak tanie i atrakcyjne.

Od jakiegoś czasu można także zauważyć, że w Polsce panuje również swego rodzaju moda na eko-rozwiązania i dlatego właśnie ludzie sięgają po różne produkty, które mają być po prostu ekologiczne (ok, ok – jak ostatnio stwierdził w lokalny bloger, są to produkty „zielone” które jednak mają tak krótki termin ważności że część z nich po prostu chemicznie się pekluje żeby wystarczyły na dłużej – pojęcia nie mam ile w tym prawdy ale wykorzystane argumenty faktycznie są rzeczowe..). Z tego powodu między innymi odsuwają od siebie marketowe jedzenie, które często jest wysoko przetworzone i tym samym nie warto go kupować. Ludzie w Polsce, szczególnie młodzi wracają do natury i szukają również posiłków, które będą się na naturalnym jedzeniu opierać. Jak dla mnie to również czynnik, który na nowo buduje siłę małych sklepików. Przede wszystkim ludzie są coraz bardziej świadomi, że u polskiego sprzedawcy znajdziemy lepsze produkty, bezpośrednio od naszych rodzimych producentów, natomiast w markecie w dużej mierze jedzenie jest sztuczne, chemiczne i ma sprawiać wrażenie jak najlepszego przez jak najdłuższy okres czasu po jego stworzeniu.

Moda na muchy

Elegancki mężczyzna musi pamiętać o tym, by w swoim stroju dbać o wszystkie nawet drobne szczegóły ponieważ od tego będzie zależeć jak będzie wyglądał i jaka będzie jego prezencja. Wszystkie elementy powinny być bardzo dobrze dopracowane, jeśli taki mężczyzna chce się dobrze prezentować. Trzeba również pamiętać, że moda nie zmienia się jedynie w stosunku do kobiet, ale takie zmiany będą również dotyczyć mężczyzn.

Można między innymi zauważyć, że od jakiegoś czasu pośród mężczyzn bardzo popularne stają się muchy, które zakładane są coraz częściej. Przez ostatnie kilkanaście lat mucha była raczej kojarzona  z bardzo eleganckim wyjątkowym strojem. Obecnie natomiast sięga się po nią coraz chętniej również w ramach nieformalnych spotkań czy imprez rodzinnych, gdzie dany mężczyzna nie występuje w głównej roli. Jest to powrót do panującej dawnej mody, gdy mężczyźni bardzo chętnie zakładali muchy i uważali je za element rzeczywiście ważny, jeśli chodzi o ich estetykę.

Jeśli chodzi o obecnie panującą modę na muchy to na pewno znakiem charakterystycznym będzie to, że zakładane muchy są zróżnicowane pod kątem kolorów i wzorów. Przed laty raczej stawiano na klasyczne rozwiązania i największa popularnością cieszyła się czarna bądź biała mucha. Obecnie nieco się to zmieniło i wybiera się na co dzień muchy, które maja różne kolory i często mają także zróżnicowane wzory. W ten sposób mimo, że mężczyzna zakłada muchę nie jest to element, który staje się jakoś szczególnie elegancki. Dlatego w tym momencie mucha jest takim elementem stroju, który można już założyć spokojnie na różne okazje..?*

Wystarczy się wybrać do sklepu, by zobaczyć, że w galanterii i odzieży męskiej jest bardzo wiele propozycji różnych much, które rzeczywiście prezentują się niekiedy naprawdę oszałamiająco. To mężczyzna oczywiście decyduje na to jaką muchę wybierze, jednak tak naprawdę warto o dobre dopasowanie muchy pod kątem stroju, który zakłada i koloru marynarki. W ten sposób tworzyć się będzie bowiem idealną stylizację i mucha stanie się rzeczywiście stylowym dodatkiem.

 

*** wiem że na końcu tamtego zdania powinna być kropka. Podczas jego pisania zacząłem zastanawiać się jednak czy przypadkiem próba postawienia tezy nie jest pytaniem…?

Inwestycje w złoto

Wiele osób zastanawia się obecnie w jakim kierunku można prowadzić swoje inwestycję, by osiągać bardzo dobry zwrot i zadowalające zyski. Interesując się trochę tym kierunkiem chciałbym powiedzieć, że jak dla mnie najlepszą forma inwestycji zawsze będzie wkładanie pieniędzy w coś co będzie nam długoterminowo przynosiło pewne zyski. I to właśnie tak najlepiej poprowadzić swoje inwestycje. Jak dla mnie możliwości jest w tym kierunku wiele. Ale chciałbym dziś powiedzieć o jednej kwestii. Mianowicie mam na myśli inwestowanie w złoto, które jak dla mnie jest świetnym rozwiązaniem dla tych wszystkich, którzy mają trochę kapitału do zainwestowania.

Zanim przejdę do szczegółów: zwróćcie proszę uwagę na to co napisałem powyżej: złoto jest inwestycją dla osób które mają czas i kapitał. Dla wszystkich innych polecam giełdę walutami Forex gdzie można skorzystać z tzw dźwigni finansowej dzięki której mając 100PLN, inwestujemy 10-20 tysięcy. Wpis o tej formie inwestowania napiszę w najbliższym czasie, dla niecierpliwych polecam opinie o moim brokerze iForex i przestrzegam żeby nie wybierać brokera na własną rękę bo się sparzycie (stąd odnośnik do strony z opiniami). Firma (iForex) jest sprawdzona – napiszę o niej więcej następnym razem.

Tymczasem wracając do złota: to zawsze jest w cenie i z tego chyba każdy zdaje sobie sprawę. Ostatnie lata to jednak okres, gdy złoto znalazło się na stosunkowo niskim pułapie. Gdy cena czegoś spada jest to oczywiście najlepszy moment na to, by nieco zainwestować. W przypadku złota przez długi czas cena za uncje znajdowała się na poziomie nawet 1800 dolarów. Natomiast jakiś czas temu gwałtownie spadła i znalazła się na poziomie 1200-1300 dolarów. Jest to nieco zaskakujące, ale tak naprawdę można powiedzieć, że coś wyjątkowego w tym jest. Nawet sami inwestorzy nie do końca są w stanie powiedzieć, dlaczego właśnie cena powędrowała właśnie tak mocno w dół. Ja osobiście nie będę się jednak nad tym szczególnie zastanawiał.

Będę chciał skupić się na zupełnie innej kwestii. Mianowicie w grę wchodzi kwestia związana z tym, że złoto jest zawsze cenione i ma tą swoją pewną wartość, której nie będzie tracić. Chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę i będzie co do tego przekonany. Chciałbym powiedzieć, że właśnie dlatego proponuję inwestycję w złoto, że ten spadek jest tylko czasowy i niemożliwe, by ta cena na dłuższy okres czasu utrzymała się na tym poziomie. Jest wiele czynników, które to potwierdzają. Mamy pewien światowy kryzys, pierwszy duży kryzys od czasów Zimnej Wojny, do tego pierwsze interwencje wojenne Rosji od czasów II wojny światowej. Takie chwile to czas, gdy w siłę rosną surowce i dlatego właśnie liczę, że podobnie będzie również ze złotem, które musi zacząć drożeć. Tym samym ta inwestycja nawet jeśli będzie miała charakter krótkoterminowy na pewno będzie przynosić zadowalający zwrot. Oczywiście bardzo dużo będzie także zależeć od tego jak wiele możemy zainwestować. Jeśli będą to duże środki na pewno sporo się zarobi.

Dalej chciałbym powiedzieć, że złoto to również doskonała inwestycja długoterminowa. Przede wszystkim wartość złota pod kątem estetyki nie maleje od tysięcy lat, dlatego również teraz nie będzie spadać. Tutaj pojawia się kwestia związana z tym, że zasoby złota zaczynają się na świecie powoli kończyć a co za tym idzie będzie rosła cena tego surowca. W momencie, gdy zacznie go brakować tak naprawdę ludzie będą w stanie płacić za złoto coraz więcej. Według obecnych szacunków mówi się o tym, że ostatnie złoto zostanie wydobyte w roku 2022 i wtedy na pewno cena będzie już gwałtownie rosła. Dlatego jeśli mamy taki kapitał, który chcemy na dłuższy okres czasu sobie zainwestować to warto postawić właśnie na złoto. Na pewno będzie to wybór bardzo dobry. Cena nie spadnie aż tak, byśmy stracili. Natomiast szansa na pokaźny zarobek jest naprawdę duża. Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani do tego czy inwestować w złoto to zachęcam Was do tego, by poczytać trochę branżowych artykułów na ten temat. Mając kontakt z licznymi analitykami mogę Wam powiedzieć, że złoto naprawdę jest obecnie w oczach inwestorów w cenie i uważa się go za wybór bardzo dobry.

I gdzie w tym roku na wakacje?

Mamy już końcówkę czerwca, a ja jak zwykle w tyle i nie wiem co będę robił w wakacje. To bez wątpienia słabe, szczególnie, że najlepsze miejsca będą już zajęte kiedy zacznę czegoś szukać. Co roku jakoś udaje mi się z tego wykaraskać to mam nadzieję, że i tym razem jakoś to pójdzie. No ale zobaczymy. Najgorsze, że póki co brakuje mi pomysłów, gdzie można się wybrać i chyba to będzie największym problemem. Każdego roku staram się jeździć gdzieś indziej, by nie tracić życia na spędzanie wakacji ciągle w tym samym miejscu. Między innymi właśnie dlatego nie wybieram się jak niektórzy każdego roku na Hel czy do Zakopanego.

Jeśli chodzi o Polskę to przede wszystkim mam już większość zakątków, które nadają się na wakacje mocno opanowanych i trudno znaleźć coś co mogłoby mnie zainteresować. Morze opanowane praktycznie wzdłuż całego wybrzeża. I trochę dalej też. W okolicach grudnia byłem w Słupsku (polecam stronę z atrakcjami w Słupsku – bardzo fajny przewodnik), w Kamieniu Pomorskim i w Trójmieście które co prawda jest nad morzem ale też nad morzem nie jest.

Jeśli chodzi o Mazury to jakoś nie jest to moje ulubione miejsce. Aczkolwiek byłem tam już parę razy i było tak średnio, dlatego nie kręci mnie poznawanie kolejnych jezior i lasów tam zlokalizowanych. A więc może tym razem południe naszego kraju. Jeśli chodzi o góry to w Polsce dość dobrze poznałam już Tatry i Sudety. Biorąc pod uwagę poszukiwania miejsc, w których jeszcze nie byłem to wydaje się, że wybór będzie musiał paść na najbardziej wysunięty na południe fragment naszego kraju a więc Bieszczady. Rzeczywiście tamtych terenów jeszcze nie zwiedzałem, ale coś mi się wydaje, że im razem się tam nie pojawię. Opowieści innych mnie zniechęcają. Przede wszystkim duże odległości zniechęcają do tego by się tam pojawić. Do tego stosunkowe zacofanie tego terenu, o czym już dość często słyszałam sprawia, że jakoś nie interesuje mnie wyjazd właśnie tam.

No i właśnie z tego powodu chyba trzeba ruszyć za granice i zobaczyć coś więcej niż tylko nasze turystyczne miejscowości. Tutaj ten wybór jest już dużo większy i to mnie najbardziej zadowala. Jeśli chodzi o wyjazdy za granice to dodatkowo nie muszę się zajmować takimi kwestiami jak organizacja poszczególnych elementów, kupuję wycieczkę i korzystam z tego co przygotowali dla mnie organizatorzy. I taka forma właśnie najbardziej mi odpowiada, dlatego również ze swoimi wakacjami w tym roku chyba tak muszę uczynić.

Póki co na mojej trasie wakacyjnej nie było jeszcze Włoch i właśnie ku temu krajowi chce się skierować w bieżącym roku (grafika z nagłówka to Wenecja – foto pobrałem z Photo Stock’a – oryginalne zdjęcia pojawią się podczas wpisu z reportażu w 2giej połowie sierpnia). Ogólnie każdy chyba zdaje sobie sprawę z tego jak wiele ciekawych miejsc można tam zobaczyć. Udało się znaleźć dwa tygodnie pełnego urlopu i dobrze byłoby te dwa tygodnie wykorzystać.

Rozmawiając ze znajomymi dowiedziałem się, że fajnie sprawdzają się takie wycieczki, które organizowane są w ten sposób, by w ich trakcie znalazł się czas na zwiedzanie a także czas na odpoczynek. Jako, że we Włoszech jest tyle historycznych miejsc to skoro już tam będę chciałbym je zobaczyć. Dlatego będę szukać wycieczki, w której pierwszy tydzień to będzie zwiedzanie, a drugi tydzień to będzie odpoczynek nad ciepłym morzem. Może koszty które za tym pójdą będą znaczne, no ale raz się żyje i warto z tego życia korzystać. Właśnie po kolejnym roku ciągłej pracy z tego korzystania z życia będzie trzeba wybrać jak najwięcej i fajnie spędzić czas. Mam nadzieje, że to się rzeczywiście uda i Włochy mnie nie zawiodą. Fotorelacja pojawi się na blogu! 🙂

Pewnie będę tam ten jeden jedyny raz, ponieważ w przyszłym roku wybiorę już inny kierunek wakacyjny, dlatego mam nadzieje, że uda się zobaczyć wszystko co będzie naprawdę godne uwagi i spędzę ten czas jak najbardziej pożytecznie.

W pułapce randki

Czy randka to gra pozorów? Nie do końca. A właściwie w ogóle nie jest to gra pozorów. Raczej festiwal impresji, które kreujemy dla siebie sami jeszcze zanim w ogóle randka się rozpocznie. Dzisiejszy temat jest moją odpowiedzią na ostatnie rozważania Danki która na blogu po raz setny (i nie tylko oka – to problem naszych czasów i aktualnych blogerek) opisała potencjalny związek jako poszukiwanie królewicza z bajki. Ten jednak nie istnieje. Jak to wygląda z perspektywy mężczyzny? Nasze poszukiwania to próba zestawiania oczekiwań z rzeczywistością, wbicia się w schemat, złapania rymu, walka i gra nami samymi. Zaburza je jeszcze szerszy obraz świata i… nasze głupota. Ta wrodzona i ta nabyta, która każe szukać czegoś innego, niż mamy pod ręką.
Najgorsze jest chyba pierwsze wrażenie. Widzisz: ładne dziewczę, słodki uśmiech, jakiś dyplom, niezła praca. Poszczęściło ci się, nieźle trafiłeś. Sęk w tym, że to typowa tępa (wybaczcie określenie) dzida. Dopóki rozmawiacie kodem flirtu, jest wspaniale, ale już do poduszki lepszy od niej jest chloroform.

Ruszasz na łowy jeszcze raz. Co tam masz? No, powiedzmy jesteś 6/10. Szukasz czegoś podobnego. Najchętniej też 6/10, a jak się uda, to 7/10. Niżej schodzić nie będziesz, ale wyżej to co? Podobno ta 9/10 nieźle się… jest niezła w łóżku, ale to dlatego, że miała tyle praktyki, co pułk wojska. Nie twoja liga. Dalej szukasz w przedziale 6-7, a ta 9 chętnie by się umówiła na kawę z facetem, z którym można normalnie pogadać i to patrząc sobie w oczy, a nie od cycków na tyłek i z powrotem. Ty jednak nie spróbujesz.

No dobra. Masz już tą jakąś swoją 7/10. Nie spieprz tego. Chciałoby się wysłać smsa, ale niedawno jakiś poszedł i głupio wysyłać już następnego. Zadzwonić jeszcze gorzej, bo sobie coś pomyśli, że desperat jakiś. Już jutro trzecia randka, a na trzeciej maca się cycki. Na piątej powinna się dać poruchać. Teraz trzeba „odepchnąć”, a po czwartej „zbliżyć”. No jakoś tak się gra w tę grę.

Zresztą na poruchanie już najwyższy czas. Do tej pory trudno się było skupić na czymkolwiek innym, niż jej majtki. Ciężko się winić za taki stan rzeczy, ale już chyba przyszła ta chwila, by popatrzeć na nią w sposób trochę bardziej trzeźwy. Po poruchaniu będzie łatwiej. Będzie można porządnie ocenić, z kim właściwie masz do czynienia. Heh, ale będzie śmiesznie, jeśli za moment odkryjesz, że traciłeś czas.

Nie wiń się jednak za to za bardzo, bo ona też robi coś podobnego. Myślisz, że kobieta nigdy nie siedzi nad telefonem i się nie zastanawia, kiedy do ciebie napisać? Po pierwszej przejażdżce jest łatwiej i zarazem trudniej, bo coś już was łączy. Może następnym razem lepiej będzie się wybrać na pierwszą randkę na spacer deptakiem zamiast iść do kina i odliczać czas do pierwszego macania?