Mój wyjazd do Warszawy

Przyznam się – w ciągu całych trzydziestu lat mojego życia byłem w Warszawie zaledwie kilka razy i nigdy dokładniej nie zwiedziłem naszej stolicy. Zresztą, przez bardzo długi czas jakość nieszczególnie mnie tam ciągnęło, zwłaszcza kiedy słyszałem wielu opinii innych ludzi na temat tego miasta. W końcu o Warszawie często można usłyszeć mnóstwo mało pochlebnych zdań; miasto brzydkie i zaniedbane, szare. Zabytków jak na lekarstwo. Ludzie niemili, zadufani i zarozumiali. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Postanowiłem wykorzystać wolny weekend i wybrać się tam, aby w końcu lepiej poznać stolicę własnego kraju. Okazało się, że Warszawa wcale nie jest takim złym miastem, jak twierdzi wielu ludzi. Mało tego – pod wieloma względami jest to naprawdę świetnie miejsce, w którym sam chętnie mógłbym zamieszkać. Zacznijmy jednak od początku.

Zarzut mówiący o małej ilości zabytków w Warszawie jest po pierwsze nieprawdziwy, a po drugie wynika – niestety – ze zwykłej ignorancji. W roku 1944 Warszawa została planowo zniszczona i zburzona niemalże do gołej ziemi – praktycznie żadnego innego miasta na świecie nie spotkał aż tak okrutny los. Cudem jest, że udało się odbudować te najbardziej znane i najcenniejsze budowle historyczne, które nadal zachowują swój wyjątkowy urok. Zabytków wcale nie jest tu zresztą mało. Stare Miasto w Warszawie pełne jest wspaniałych, wąskich uliczek i cudownych kamieniczek – osobiście zawsze zachwycam się takimi rzeczami, niezależnie od tego, w jakim mieście się znajduję. Fakt, pierwotny charakter przedwojennej Warszawy w dużym stopniu ucierpiał i obecnie w miejscach, gdzie dawniej stały piękne budynki nierzadko widać głównie szare budowle z czasów komunizmu. Niemniej jednak w centrum miasta właściwie na każdym kroku można natknąć się na coś ciekawego – w ciągu całodniowej wycieczki po mieście nawet na moment nie wypuszczałem z rąk aparatu.

W Warszawie zachwyciło mnie również i to, że w mieście tym przeszłość dosłownie łączy się z nowoczesnością. Oprócz zabytkowych budowli znajdziemy tu nowoczesne biurowce i potężne wieżowce – pod względem takich wysokościowców Warszawa zalicza się zresztą do ścisłej czołówki miast w Europie.

Czy Warszawiacy są zarozumiali i zadufani w sobie? Nie uważam tak. Fakt, większość moich znajomych z Warszawy jest bardzo dumna ze swojego miasta, ale nie oznacza to, że patrzą oni z góry na ludzi z innych części Polski. W czasie mojego krótkiego pobytu przekonałem się o tym, że w Warszawie można naprawdę ciekawie spędzać swój czas na wiele różnych sposobów. Życie nocne jest naprawdę bogate, zaś kultura stoi na najwyższym poziomie – tak dużego wyboru kin, teatrów czy innych tego typu obiektów nie znajdziemy w żadnym innym mieście w Polsce. Uważam w takim razie, że wszystkie wymienione wyżej stereotypy na temat Warszawy są zupełnie nieprawdziwe i prawdopodobnie rozsiewają je głównie ludzie, którzy w mieście tym nigdy nie byli.  Zachęcam w takim razie każdego do wybrania się chociażby na krótką wycieczkę do Warszawy – jestem pewien, że zdecydowana większość ludzi szybko zmieni dzięki temu swoje zdanie na temat tego miasta.

Jak rozwijać się kulturalnie?

Określenie „kultura” ma obecnie całe mnóstwo różnych znaczeń – jest ono równie szerokie, co słowo „sztuka”. Bardzo fajnie opisał to autor bloga Urbanistyka kolorami malowana, pisząc:

kultura nie jest zbiorem zasad postępowania. Jest tym co uważamy za słuszne wobec innych.

W pewnym sensie możemy powiedzieć, że kultury w swoim życiu potrzebuje właściwie każdy z nas. Poszczególne jej formy nie tylko dostarczają nam doskonałej rozrywki, ale również poszerzają nasze horyzonty i pozwalają spojrzeć na niektóre kwestie w naszym życiu z zupełnie odmiennej perspektywy. Z tego też powodu nieco smuci fakt, że tak wielu ludzi nie przykłada do tego zbyt wielkiej uwagi, właściwie w ogóle nie rozwijając się w związanych z tym kierunkach. Jest to jednak bardzo poważny błąd, który jak najszybciej warto naprawić. Obecnie w tej dziedzinie dostępne są tak szerokie możliwości, że dosłownie każdy z nas znajdzie sposób na „kulturalne” spędzanie wolnego czasu, który przypadnie do gustu akurat jemu – szczególnie w większych miastach spotkamy się z ogromnym wyborem. Poniżej przedstawiam kilka moich propozycji. Zachęcam do bliższego zapoznania się z nimi, bowiem jestem pewny, że dzięki nim każdy czytelnik będzie w stanie nieco wzbogacić swoje życie.

Od czasu do czasu wyjdź do kina. Banalne i oczywiste? Być może, ale wielu ludzi nie robi nawet czegoś takiego. Niech każdy, kto czyta ten artykuł odpowiednie sobie na pytanie, kiedy ostatni raz był w takim miejscu. Oczywiście, pojawi się wiele wymówek – „nie miałem czasu”, „bilety są za drogie”, „nic ciekawego nie grają”. Błędem jest ocenianie repertuaru kina wyłącznie na podstawie liczby nowych hitów, jakie są w nim grane. W miejscach tego typu często puszczane są chociażby stare filmy czy mniej znane, bardziej niszowe produkcje. W większych i średnich miastach od czasu do czasu spotkamy się także z całymi festiwalami czy maratonami filmowymi, które dla każdego miłośnika dobrego kina mogą być prawdziwą gratką.

Teatr. Jak często większość z nas chodzi do teatru? Czy w ogóle zawracamy sobie tym głowę w życiu codziennym? Prawdopodobnie wielu ludziom kojarzy się to wyłącznie z niezbyt ciekawymi wycieczkami szkolnymi, co jest kolejnym błędem. Teatr może być doskonałym miejscem do spędzania wolnego czasu dla absolutnie każdego z nas, niezależnie od naszych zainteresowań. Repertuary w takich miejscach są zazwyczaj tak szerokie, że właściwie każdy powinien być w stanie wybrać wśród nich coś ciekawego dla siebie.

Wybór innych wydarzeń kulturalnych w dużych miastach zawsze jest naprawdę szeroki. Od czasu do czasu na pewno natrafimy na jakąś ciekawą wystawę czy spotkanie ze znanym człowiekiem, którego warto wysłuchać. Nie mówię oczywiście, że trzeba żyć takimi rzeczami i chodzić na nie codziennie. Niemniej jednak sam swego czasu przekonałem się o tym, że wyjście przynajmniej raz na jakiś czas nie jest żadnym wysiłkiem czy wydatkiem, a jednocześnie życie staje się dzięki temu po prostu o wiele lepsze. Człowiek od razu zaczyna dostrzegać więcej rzeczy w swojej codzienności i znacznie inaczej je rozumieć. Pomaga to również w kontaktach z innymi ludźmi, bowiem zawsze mamy dzięki temu więcej tematów do interesującej rozmowy.

Zdrowe odżywianie się – czy faktycznie takie trudne?

Szeroko rozumiane zdrowe odżywianie się jest kwestią, która w ostatnich latach zdobyła w naszym kraju i na całym świecie naprawdę ogromną popularność. Opisywana na blogach (np u Ani), w telewizji, radiu, na Facebooku.. 🙂 Trudno jednak jest się temu dziwić – w gruncie rzeczy jest to pozytywna wiadomość, bowiem pokazuje to, że wielu ludzi zaczyna po prostu przykładać coraz większą uwagę do kwestii związanych z ich zdrowiem. Niestety, podobnie jak w przypadku wszystkich innych tak popularnych zagadnień, również i tutaj wyrosło całe mnóstwo różnych mitów i niedomówień, które sprawiają, że wiele osób zainteresowanych zdrowym odżywianiem się popełnia przy tym sporo istotnych błędów. Jeśli chcemy wprowadzić takie zmiany w swoim życiu, to bardzo dobrze; musimy jednak zrobić to we właściwy sposób, aby przyniosły nam one oczekiwane efekty.

Pierwszym mitem jest to, że aby móc faktycznie zdrowo się odżywiać absolutnie w każdym przypadku musimy decydować się na różnego rodzaju bardzo rygorystyczne diety. W rzeczywistości jednak wcale nie jest to prawda, choć oczywiście odpowiednia dyscyplina zawsze jest tu jak najbardziej wskazana. Pierwszym krokiem w kierunku zdrowego odżywiania się jest przede wszystkim dokładniejsze przyjrzenie się swoim codziennym nawykom żywieniowym. Nie chodzi tutaj wyłącznie o to, co jemy, ale również i jak jemy. Podstawową zasadą głoszoną przez wielu specjalistów w tej dziedzinie jest spożywanie minimum pięciu posiłków dziennie w regularnych odstępach – faktycznie dobrze wpływa to na nasz organizm. Dzień należy zacząć od pożywnego śniadania, które musi składać się z produktów dostarczających nam jak największej dawki energii. Należy zatem postawić tutaj na węglowodany i białko, chociażby w postaci pieczywa razowego czy jajek. Modyfikowanie swojej diety to również wyeliminowanie z niej tych nawyków, które mogą być dla nas szkodliwe. Niestety, prawdopodobnie większość ludzi posiada takie właśnie nawyki; zjadanie dużych ilości niezdrowych przekąsek czy picie napojów zawierających potężne ilości cukru. To właśnie pozbycie się ich należy tutaj do najtrudniejszych zadań, choć również i to nie jest nieosiągalne.

Inną kwestią jest oczywiście to, co tak w ogóle powinniśmy jeść. Podstawą diety powinny być warzywa i owoce, które zawierają w sobie mnóstwo bezcennych dla nas składników odżywczych i są odpowiedzialne za poprawne działanie wielu istotnych elementów naszego organizmu. Z drugiej jednak strony nie można ograniczać się wyłącznie do nich – jeśli nie jesteśmy zainteresowani dietą wegetariańską, to powinniśmy pozwalać sobie również na produkty mięsne. Powszechnym mitem jest twierdzenie, że mięso nie jest dla nas zdrowe; w rzeczywistości wszystko zależy od tego, co dokładnie jemy. Warto unikać tutaj zbyt tłustych posiłków, zamiast tego wybierając chociażby chude mięso z kurczaka czy ryby. Nie możemy zapominać także o piciu dużej ilości wody, która jest niezbędna do poprawnego funkcjonowania naszego organizmu. Jeśli w naszym życiu potrzebne są rzeczywiście diametralne zmiany, to nie warto wprowadzać ich z dnia na dzień – w taki sposób jedynie się do nich zniechęcimy. O wiele lepiej będzie zmieniać się stopniowo, aż po pewnym czasie dojdziemy do zadowalającego nas stanu.

Jak skutecznie rzucić palenie?

Paliłem przez ponad 10 lat, w niektórych okresach nawet po dwie paczki dziennie. Znajomi często pytali mnie, co tak w ogóle daje mi papieros… Podobnie jak większość palaczy, nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Zaczęło się oczywiście w liceum – wtedy to było coś! Ta duma, że jest się już prawie dorosłym, ten smak zakazanego owocu. Na studiach „rozpaliłem się” już na dobre, i tak zostało mi też w dorosłym życiu. W pewnym momencie nawet przestałem to zauważać i nie zastanawiałem się już, jak takie coś w ogóle wpływa na moje zdrowie. A wpływa tragicznie, i nie trzeba być wcale wykwalifikowanym lekarzem aby zdawać sobie z tego sprawę. Papierosy każdego roku zabijają na świecie tysiące ludzi; powszechnie wydaje się, że główną przyczyną takich zgonów jest wywoływany przez nie rak, co jest nie jest prawdą. Palenie papierosów zwiększa ryzyko występowania nowotworów, ale w większości przypadków palaczy zabijają chociażby choroby serca i układu krwionośnego. Substancje zawarte w papierosach katastrofalnie wpływają na ten obszar naszego organizmu, co w wielu przypadkach kończy się właśnie śmiercią. Nie mówię nawet o innych dolegliwościach i niedogodnościach wynikających z nadmiernego palenia – osłabienie węchu i zmysłu smaku, częste bóle głowy, płytki oddech, nieprzyjemny zapach, gorsza kondycja fizyczna… Można tak wymieniać naprawdę długo. Właśnie z tego powodu podjąłem decyzję o pozbyciu się nałogu, który towarzyszył mi praktycznie przez całe dorosłe życie. I wiecie co? Od dwóch lat nie dotknąłem papierosa.

Moje rzucanie palenia zaczynałem tak, jak większość innych ludzi – od przeszukiwania internetu w poszukiwaniu jakichkolwiek przydatnych porad. Trochę się jednak zawiodłem, bowiem oprócz motywacyjnych, optymistycznych tekstów nie udało mi się zbyt wiele znaleźć. Potem próbowałem rzeczy takich jak e-papierosy czy różnego rodzaju tabletki dla rzucających palenie. Efekt co prawda był, ale tylko chwilowy – po pewnym czasie zawsze wracałem do starego nałogu. Jak zatem poradziłem sobie z tym ostatecznie? Pewnie zabrzmi to bardzo banalnie i nie wiem, czy pomoże komukolwiek – ale jedynym narzędziem w tej walce jest po prostu silna wola. Jako wieloletni palacz wiem, że problem ten nie siedzi tylko w naszej głowie, jak twierdzą ludzie którzy nigdy nie palili. Człowiek uzależnia się od nikotyny fizycznie, przez co nagłe odstawienie papierosów powoduje wiele bardzo nieprzyjemnych efektów. Udało mi się dzięki temu, że zacząłem w czasie urlopu i przez kilka pierwszych dni nie musiałem robić zupełnie nic – a bez papierosów trudno byłoby się skupić w pracy. Dodatkowa motywacja przyszła po jakimś czasie, kiedy zacząłem znacznie lepiej się czuć, a mój portfel stale wydawał się jakiś grubszy. Czy żałuję? Ani trochę!

Jak upilnować dziecko?

Mam nadzieję że lubicie poradniki. Taka była pierwsza koncepcja tego bloga i mimo iż ostatnimi czasy odrobinę od niej odbiegłem (ok, brakło mi pomysłów), będę starał się to nadrobić. Dziś o dzieciach, za tydzień o rzucaniu palenia (na przykładzie własnym – 3 dzień – jest ciężko).

Jedno z moich ulubionych powiedzeń odnoszących się do dzieci i ich wychowania mówi o tym, że małe dzieci to niewielkie problemy, gdy zaś dzieci rosną, sprawy zaczynają się komplikować. Paradoksalnie, pilnowanie niemowlaka nie jest wcale trudną sprawą, wystarczy bowiem zatroszczyć się o to, aby dziecko zawsze znajdowało się w zasięgu naszego wzroku. Gdy jednak niemowlak zmienia się w kilkulatka, zadanie to zaczyna spędzać nam sen z powiek. Zatrzymanie dziecka w domu nie jest rozwiązaniem, taka forma chronienia go przed światem może bowiem okazać się zgubna. Czy jednak oznacza to, że jesteśmy skazani na nieustanny stres. Na początku dwudziestego pierwszego wieku nie ma już takiej konieczności. Nie zawsze ale przynajmniej w początkowych etapach jego rozwoju.

Gdy dziecko jest małe

Pilnowanie małego dziecka to proces wielofazowy. Na pierwszy plan wysuwa się przy tym edukacja, maluch musi bowiem wiedzieć, z jakimi zagrożeniami powinien się liczyć i jakie działania musi podejmować, jeśli chce ich unikać. Niektóre zalecenia wydają się banalne, jeśli jednak rodzic nie nauczy malucha, że nie wolno oddalać się od domu, rozmawiać z nieznajomymi i wykonywać ich poleceń, może się okazać, że lekcji tej udzieli dziecku samo życie. Niestety, w takim przypadku należy liczyć się z pewną brutalnością nauki, a tej z pewnością chcielibyśmy uniknąć.

Nikt nie może nieustannie kontrolować swojego dziecka. Jest to trudne do zrealizowania, a jednocześnie wcale nie wpływa najlepiej na relacje potomka z rodzicami, dziecko lubi bowiem wiedzieć, że jest traktowane po partnersku, a rodzice otaczają je zaufaniem. Warto więc szukać sojuszników poza rodziną. Dobrym pomysłem może być choćby otrzymywanie przynajmniej poprawnych relacji z rodzicami kolegów dziecka tak, aby w sytuacjach niebezpiecznych można było liczyć na interwencję również z ich strony. Ważne też żeby mieć do owych rodziców podejście – jakiś czas temu wspomniałem że pieniądze powodują na tyle mocne podziały społeczne że zdarzyć się może iż nasi dotąd bardzo mili sąsiedzi nagle nie będą chcieli by ich syn bawił się z Waszym…

Gdy dziecko dorasta

Im starsze jest dziecko, tym bardziej problematyczne stają się kwestie związane z jego pilnowaniem. W pewnym momencie kontrola nad nim przestaje być zresztą możliwa, dobrze jest więc mieć pewność, że wychowanie dziecka uczuliło je na wszystkie zagrożenia, z jakimi mogło mieć ono styczność. Nie oznacza to jednak, że rodzice są całkiem bezradni, z pomocą przychodzą im bowiem nowe technologie. Tu szczególnie przydatne są telefony komórkowe i aplikacje, które pozwalają na szybkie ustalenie lokalizacji właściciela aparatu. Takie rozwiązanie (np: program lokalizacja telefonu komórkowego) jest w stanie uspokoić rodzica, a jednocześnie jest na tyle nieinwazyjne, że nie przyczynia się do kolejnej kłótni związane z przesadnym nadzorem i brakiem swobody.

Przydatne odnośniki

Lokalizacja telefonu – prosta i skuteczna ale niestety płatna aplikacja

Prey – darmowa i działa ale trudna w obsłudze

Google (uzupełnij odnośnik) – darmowa lokalizacja od wyszukiwarki

Na koniec

Nie jest to może najlepsza rada – nie jest też radą uniwersalną a tylko wskazówką. Zawsze postawicie się w pozycji dziecka. Zawsze popatrzcie na świat jego oczami. Czy to że nasz 5-latek rozkręcił radio bo chciał wiedzieć czy w środku siedzi mały chochlik jest dobre czy wymaga nagany? Tak, to było Wasze ulubione radio tylko co z tego? Przecież w rodzicielstwie chodzi właśnie o to żeby rozbudzać wyobraźnię naszego wychowanka!

 

Kupowanie używanych samochodów

Kiedy patrzy się na polskie drogi, wydawać by się mogło, że Polacy to naprawdę zamożny naród – tyle ładnych, porządnych aut jeździ po naszych drogach. Może i te auta są ładne, może prezentują się całkiem ciekawie, ale trzeba pamiętać o jednym – samochody, które widzimy, to w dużej mierze auta sprowadzone z zagranicy.

Nie tak dawno czytałam artykuł w jednej z gazet (zastrzelcie mnie ale nie pamiętam w której – coś z pokroju tematyki ekonomicznej, biznesowej – do uzupełnienia), że Polacy wolą sprowadzać bardziej luksusowe auta z zagranicy niż kupować pojazdy o niższej klasie w polskich salonach. Co więcej, ta tendencja się umacnia, co potwierdzają statystyki. W marcu br. zarejestrowano prawie o 8% więcej samochodów osobowych z importu niż rok wcześniej. Ponadto, jak informował Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, do od początku roku do marca (2015) zarejestrowano ponad 180 tys. aut z zagranicy, co w porównaniu do pierwszego kwartału 2014 stanowi poprawę wyniku o ponad 9%.

Które auto z importu jest najbardziej popularne wśród polskich kierowców? Okazuje się, że pierwsze miejsce zajmuje Audi A4. W ciągu pierwszego kwartału do Polski sprowadzono ponad 7 tys. aut tego modelu. Drugie miejsce zajmuje Volkswagen Golf. W pierwszej dziesiątce importowanych aut znajdziemy również krewnych lidera opublikowanych statystyk – mowa tu o Audi A3 i Audi A6.

Wszystko wygląda naprawdę świetnie dopóki nie zajrzymy w metrykę importowanych pojazdów. Jak możemy przeczytać w książce Ile mam punktów karnych (zamieszczam links bo do końca miesiąca jest do pobrania za darmo – nie sugerujcie się też tytułem), zagraniczny luksus to trochę przestarzały luksus, gdyż najczęściej rejestrowane pojazdy pochodzą z roku 2005. Kolejna wiadomość nie napawa optymizmem – niewiele ponad 42% aut ma mniej niż 10 lat. Innymi słowy – polskie drogi są zalewane przez stare auta. Niestety, wielu Polaków nie może pozwolić sobie na Audi czy VW z salonu. Ceny najbardziej popularnego Audi A4 zaczynają się od 120 tys. zł natomiast koszt nowego VW Golfa to przynajmniej 60 tys. zł. Dla porównania, ceny importowanych aut, konkretnie tych modeli, to 15-25 tys. zł, przy czym średnia cena importowanego auta w styczniu 2015 to ok. 15 tys. zł. Innymi słowy, przeciętny Kowalski może (chce) przeznaczyć na zakup auta 15 tys. zł, co oznacza, że nie może być mowy o kupnie auta z salonu.

Co ciekawe, globalny rynek najdroższych aut (klasa premium) ma się coraz lepiej. Podczas gdy przeciętny Kowalski ma coraz mniejszy budżet, najbogatsza część społeczeństwa staje się jeszcze bogatsza. Krótko mówiąc – zróżnicowanie społeczne jest coraz większe i przybywa osób o niewielkich możliwościach finansowych. Zwykły zjadacz chleba musi zadowolić się 10-letnim samochodem z przynajmniej 150-tysięcznym przebiegiem. Bogaci i wpływowi ludzie mogą bez obaw odwiedzać salony Mercedesa, BMW czy Audi. Od stycznia do marca 2015 sprzedano już 1,3 mln aut z trzech wielkich niemieckich koncernów, co stanowi 9% wzrost w stosunku do roku 2014.

Czy Tatry są niebezpieczne?

Wiele osób patrząc na nasze góry nie zdaje sobie sprawy z tego, że niestety mogą być one bardzo niebezpieczne. Wydaje się nam bardzo często, że te nieco ponad 2000 metrów nad poziomem morza nie stanowi takiego niebezpieczeństwa i można się tam wybrać bez większego przygotowania. I najczęściej właśnie takie błędy i dyletanckie myślenie doprowadza do tragedii do jakich niestety nadal w Tatrach dochodzi.

Oczywiście nie są to góry tak niebezpieczne jak Himalaje, gdzie przede wszystkim klimat jest zupełnie inny, ponieważ znajdujemy się dużo wyżej. Tam oprócz trudnych podejść najgorsze są właśnie panujące warunki, mała ilość tlenu czy też problemy związane z tym, że jest śnieg i bardzo niska temperatura. W Polsce, jeśli wspinamy się w okresie letnim to takich problemów nie będzie ale to nie oznacza, że Tatry są bezpieczne i można się tam wybrać bez przygotowania i bez organizacji. Chyba w wakacje Heger pisał o turystkach które próbowały wspiąć się na Kozi Wierch z… pantofelkach i ostatecznie trzeba było wzywać helikopter żeby tę mądrą panią ze zwichniętą nogą jakoś przetransportować do szpitala.

Są oczywiście takie szlaki, które nie będą wymagały jakiegoś przygotowania czy też dobrego sprzętu, ale mamy także takie propozycje, którego tego będą wymagały. Przede wszystkim musimy pamiętać, że góry są zawsze niebezpieczne, ponieważ jedna zsunięta z kamienia noga może doprowadzić do tragedii. Dodatkowo warto pamiętać również o tym, że w górach warunki bardzo szybko mogą się zmieniać i to może być niezwykle niebezpieczne. Gdy chodzi o Polskie Tatry to mamy kilka takich trudnych szlaków, które niestety mogą się okazać bardzo niebezpieczne i w wielu przypadkach wyprawa bez przygotowania może się skończyć tragicznie. Do takich zalicza się przede wszystkim Orla Perć, ale dobrego przygotowania będzie wymagał także szlak na Rysy czy Świnicę. Niezależnie od tego, gdzie będziemy się wybierać musimy pamiętać o tym, by zabrać ze sobą bardzo dobre buty, ciepłe ubranie, kurtkę przeciwdeszczową a co najważniejsze mapę i telefon, by w razie potrzeby mieć jak się kontaktować ze światem.

Zawsze można wezwać TOPR, który postara się sprowadzić nas na dół i będzie służył pomocą ale nie jest to forma helikopterowej taksówki, którą wzywa się przez to, że samemu nie używało się mózgu wybierając się w góry. Niestety obecnie często się tak dzieje, ponieważ ludzie wchodzą bez dobrych butów i sprzętu na wysokie szczyty a potem mają problem by z nich zejść i wzywają pomocy.

Eko moda

Współcześnie można odnieść wrażenie, że panuje swego rodzaju moda na wszystko, co jest EKO. Eko-jedzenie, eko-wczasy, eko-ubrania, eko-kosmetyki itd. W tym momencie nasuwa się jedno pytanie (zasadniczo to nasunęło się już w zeszłym miesiącu) – czy faktycznie to, co ma być ekologiczne jest eko, czy może skład produktów, ich pochodzenie nadal pozostawiają wiele do życzenia, a jedynie cena jest dostosowana do eko-standardów? Kiedy coś zaczyna być modne, chociażby moda na zdrowe jedzenie, to zazwyczaj można wierzyć, że faktycznie producenci starają się, by jakość produktów była jak najlepsza. Kiedy jednak coś zaczyna robić bardzo głośne i za jednym trendem rusza fala kolejnych, można podejrzewać, że nie wszystko będzie takie piękne jak myślimy.

Niestety, współczesnym światem rządzi pieniądz i wielu ludzi potrafi korzystać z nieuczciwych sposobów na zarabianie pieniędzy. Właśnie w ten sposób w niektórych sklepach ze zdrową żywnością spotkamy owoce i warzywa kupione wcześniej w marketach, w niektórych produktach „ekologicznych” natkniemy się na różnego rodzaju barwniki i konserwanty a „eko” bawełna w koszulkach będzie najgorszej jakości… Jeśli trafimy na takie przypadki, to niestety – zostaniemy ofiarą ludzkiej nieuczciwości.

Oczywiście, nie wszędzie i nie zawsze zdarzają się przypadki „eko”-oszustw. Wielu producentów dba o dobre imię i sprzedaje faktycznie to, czego oczekują klienci. Dotyczy to zarówno żywności jak i kosmetyków czy odzieży. Dlatego, zanim zdecydujemy się na zdrowy tryb życia i eko-zakupy, sprawdźmy gdzie i co kupujemy. Wypróbujmy kolejne produkty, porównajmy je z tradycyjnymi (dostępnymi na co dzień w każdym sklepie). Nie sugerujemy się jedynie przedrostkiem „eko”, bo za to możemy jedynie zapłacić.

Osobiście, po obejrzeniu kilku ciekawych programów typu „Wiem co jem”, zacząłem czytać etykiety produktów, nie tylko spożywczych. Okazało się, że renomowane i drogie marki to nie wszystko… Lepiej iść do sklepu zielarskiego czy na zwykły bazar i kupić prawdziwe „eko” produkty bez pięknych etykiet i reklam. Kolorowe naklejki i wysokie ceny nie dają żadnej gwarancji jakości – wręcz przeciwnie – zielone w nich są tylko przysłowiowe dolary.

Matura to bzdura?

Coraz częściej mówi się, że „matura to bzdura”. Prawdziwą niewiedzę Polaków obnaża internetowy program o takim właśnie tytule. Jak to się dzieje, że ludzie, którzy nie ta dawno zdawali maturę mają problem z działaniami na ułamkach, nie znają podstawowych pojęć z historii, nie są w stanie dopasować pisarza do danej lektury bądź poety do danego wiersza? Dlaczego, mimo tego że większość licealistów zdaje maturę, tak wielu ludzi poszukuje pracy?

Szczerze mówiąc, gdy widzę arkusze maturalne z kolejnych lat robi mi się słabo. Ktoś kiedyś nawet opublikował taki demotywator, w którym w 1950 r. na  maturze z matematyki licealiści musieli policzyć ile drzew może wyciąć drwal w ciągu godziny jeśli jego piła przegrzewa się w ciągu 20minut nieustannej pracy, chłodzi się w ciągu 2 minut a gdyby piłować bez przerwy przez 8 godzin, ściąłby 34 drzewa. W 2000 r. trzeba było tylko zakreślić podaną w zadaniu liczbę drzew a w 2013r. należało jedynie pokolorować  drwala. Być może niektórym wydaje się to śmieszne, ale wszystko wskazuje na to, że obecny system edukacji prowadzi do takich paradoksów. Ludzie nie potrafią liczyć – to jedno. Ale gorsze jest to, że ludzie nie potrafią myśleć. Obecnie, jesteśmy świadkami, gdzie rośnie kolejne pokolenie „klucza”, gdzie wszystko jest wyuczone pod dany schemat. Co jeśli trzeba będzie wyjść poza wyuczony model? Istna panika…

A co z językiem ojczystym? Dziś słyszy się tylko, że coraz częściej wydaje się orzeczenia o dysleksji, dysgrafii, dys coś tam… Moja rada – zamiast komputerów i beznadziejnych gier sięgnijcie po książkę i po prostu poczytajcie. Gdyby dzieci czytały, gdyby rodzice nauczyli ich tego nawyku, okazałoby się, że połowa dyslektyków nagle potrafi się pięknie wypowiadać, że nie ma problemów z pisaniem wypracowań, że błędy ortograficzne zdarzają się naprawdę sporadycznie… Problem w tym, że do tego potrzeba chęci i ambicji, a z tym obecnie jest problem. Dzieci przestają patrzeć w przyszłość, nie szukają swoich pasji, nie pielęgnują talentów. Nie tak dawno spotkałem się ze znajomą nauczycielką, która powiedziała mi – byliście ostatnim rocznikiem, któremu się coś chciało… chciało coś zorganizować, gdzieś jechać… Teraz nikt nie myśli o teatrze po godzinach, nikomu nie chce się śpiewać, tańczyć, czytać poezji. Jak pytam „jakie są twoje zainteresowania?” większość odpowiada dokładnie tak samo albo po prostu nie potrafi odpowiedzieć.

Ok, ok – syn koleżanki jest świeżo po studiach i pasjonuje się tym co robił praktycznie od liceum: komputerami. Nawet ma swojego bloga Lokalizacja telefonu czyli jak zlokalizować swoje dziecko. Do tego napisał jakiś darmowy program z płatnymi dodatkami i generalnie dzięki temu nie musi martwić się o swoją pracę praktycznie w ogóle. Zresztą o tej stronie już kiedyś Wam pisałem. Z drugiej jednak strony czy z setek tysięcy dzieciaków pasjonujących się komputerami – czyli w praktyce grającymi w gry – wyrosną sami programiści? Szczerze w to wątpię: szczególnie że wszyscy trąbią że brak jest informatyków: widoczne grane w gry nie daje tak dobrych efektów jakich chcieliby zobaczyć dumni rodzice 5-latków spędzających przed komputerem całe dnie.

Jeśli nie mamy pasji, zainteresowań, nie pracujemy nad sobą, nie rozwijamy talentów, to nie ma szans na to, by „stać się kimś”. Tylko osoby, które wiedzą czego chcą, są zaangażowane i żądne wiedzy mają szansę na to, by zaistnieć na rynku pracy. Moda na studia mija, bo dziś prawie każdy kończy jakiś uniwersytet, politechnikę czy koledż. Dla pracodawcy coraz rzadziej liczy się papierek. Dziś, aby dostać jakiekolwiek stanowisko w szanującej się firmie, aplikujący musi przejść przez szereg etapów rekrutacji, które zweryfikują jego wiedzę, doświadczenie, chęci i możliwości.

A co z tymi, którzy gorzej radzą sobie z nauką? Zawsze żyłam przekonaniem, że każdy z nas jest stworzony do czegoś innego. Jeden ma być pilotem, drugi tancerzem, trzeci inżynierem, czwarty hydraulikiem czy mechanikiem. Nigdy nie będzie tak, że popyt na dane usługi zniknie. Jeśli ktoś czuje, że lubi „grzebać pod maską”, fascynuje go motoryzacja, to znaczy że nie powinien bawić się w studia tylko zacząć pracować w warsztacie, zdobyć odpowiednie doświadczenie i próbować założyć własny interes. Jeśli ktoś uwielbia gotować, to zamiast męczyć się nad książkami powinien zatrudnić się w jakimś barze czy restauracji i doskonalić swoje umiejętności.

Przecież zawsze znajdzie się miejsce dla ludzi z pasją i talentem. Oceny to jedno, wiedza i umiejętności – drugie.